


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Dzień był deszczowy, mimo to Andżelina zdecydowała się na ta wycieczkę. Już dawno nigdzie
nie była. Wciąż siedziała w domu, wpatrując się telewizor. Jej niewielka renta nie pozwalała nie wiele
ekstrawagancji. Dlatego gdy przeczytała ogłoszenie wywieszone w Urzędzie Miasta, nie myślała wiele. Od
razu skierowała swe kroki do wyznaczonego pokoju i zgłosiła swój udział. Teraz tylko wystarczyło czekać
na wyznaczony dzień wycieczki. Dochody Andżeliny kwalifikowały ją do skorzystania z pomocy Opieki
Społecznej, między innymi właśnie z wycieczki organizowanej przez tę instytucję. Kto by pomyślał, że
Opieka zorganizuje dodatkowe atrakcje?
Choć właściwie... to, nie była wina systemu. To tylko samotni, opuszczeni przez kąśliwy los, czasem
zdegenerowani klienci tej instytucji, oczekujący darmowego utrzymania. Oczekujący nie tylko zaspokajania
potrzeb kulinarnych, ale i rozrywkowych.
Tak więc, deszczowy dzień wcale nie przeszkadzał młodej rencistce. Jak każdy, pragnęła poznać trochę
świata, choćby tego, który znajdował się jedynie pięćdziesiąt kilometrów od jej mieszkania.
Weszła do autobusu, ciągnąc za sobą dużą, nieprzemakalną torbę, wypełnioną po brzegi suchym prowiantem.
Jako pragmatyczka, była przygotowana na każdą ewentualność. Może zepsuje się autobus i będą musieli
spędzić noc pod gołym niebem? Może trafi się jakiś...porywacz? Będą błądzić po kraju rozwijając
olbrzymią prędkość, by w końcu rozbić się gdzieś nad jakąś przepaścią...
Przecież nie umrze głodna! Jak iść na tamten świat, to z pełnym brzuchem...
Nie rozglądając się nadmiernie, znalazła sobie wolne miejsce obok okna i usiadła wygodnie. Nie znała
ludzi uczestniczących w wycieczce. Na razie, nie miała zamiaru ich poznawać. Może później..., jak tylko
zdoła przyzwyczaić się do ciasnej, warczącej i trzęsącej klatki. Wsadziła nos w szybę i zamyśliła się.
Autobus ruszył powoli, doprowadzając do tego, iż musiała odsunąć twarz od szyby. Pomimo porannej
godziny, mokre ulica miasta drzemały w deszczowym mroku. Przyuliczne drzewa szybko znikały, zalewane
kałużami tryskającymi spod kół autobusu. Wewnątrz było cicho i przytulnie. A co najważniejsze...
całkiem sucho i ciepło. Andżelina lubiła ciepło. Nie znosiła przeciągów i wszelkich innych wybryków
natury, zaskakujących ją w najmniej oczekiwanych momentach. Z natury była samotną wilczycą, nie
pozwalającą wkraczać na swój teren zarówno ludziom, jak i gwałtownym, nie dającym się opanować
zjawiskom. Przynajmniej... za taką się zawsze uważała.
Przymknęła oczy. Czas zdawał się stać w miejscu, kiedy ona poddawała się monotonnym, mruczącym wibracjom
autobusu. Jej głowa, oparta o, w miarę wygodny fotel stawała się coraz bardziej ociężała i śpiąca. Ciało
rozluźniło się, a dłonie splotły na płaskim brzuchu kobiety.
Nawet nie zauważyła, kiedy miejsce obok ugięło się pod ciężarem ludzkiego ciała. Usłyszała jedynie
głębokie westchnięcie i poczuła ciepło bliskości żywej istoty. Kto by pomyślał, że ona, zaprzysięgła
samotnica, zgodzi się na wycieczkę z osiedlowymi emerytami i rencistami? To było niepojęte i Andżelina
dotąd nie mogła zrozumieć, co ona właściwie tu robi? Ten nagły impuls chwili, kiedy zamroczyło ją
darmowe ogłoszenie, był niewybaczalny!
Jednak tu była. Jechała w nieznane trzęsącym się autobusem i wściekała się w duchu, że nie może teraz,
np... usiąść przed telewizorem i pogrzebać w cipce. Tak. To byłoby całkiem przyjemne, ale nie tutaj. Za
dużo ludzi, za dużo obcych wibracji, za dużo wszystkiego tego, co mogłoby przeszkodzić w osiągnięciu
jakiegokolwiek zadowolenia.
Autobus mruczał monotonnie, kołysając pasażerów do snu. Andżelina kątem ucha słyszała ciche szepty,
przerywane krótkimi wybuchami śmiechów. W pewnym momencie, do jej uszu doszedł cienki, wesoły śpiew kobiety.
- Panno Walerciu czarną masz... - ciągnęła przeciągłym głosem jakaś rencistka, a cały autobus
zawtórował jej do rytmu.
Andżelina podniosła głowę i chcąc nie chcąc, spojrzała na swego sąsiada. To co zobaczyła, trochę ją
zszokowało. Obok niej siedział wysokiej i mocnej budowy mężczyzna, ściskając własne jaja! Jego głowa
była odwrócona w kierunku śpiewającego autobusu. On również dawał upust swemu wątpliwemu talentowi i
darł się na całe gardło, jaką to panna Waleria miała "czarną"! Andżelina odwróciła głowę do tyłu.
Dostrzegła wielkie, nagie cyce około czterdziestoletniej kobiety, podrygujące wraz z taktem piosenki.
Jakiś facet nagle przycisnął naguskę do siebie i wsadził nos w jej piersi. Złapał ustami ciemny sutek
i zaczął go mocno ssać, a pasażerowie wiwatowali, przekrzykując się nawzajem. Za plecami Andżeli dwie
kobiety całowały się namiętnie, pchając sobie ręce pod spódnicę. Natomiast przed nią, co raz pokazywała
się i chowała twarz rozanielonej, podnieconej blondynki. Wokół niej rozchodził się jeden wielki dyszący
świst jęczących gardeł. Andżela otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia i spojrzała na swego sąsiada, który
właśnie wyciągnął z rozporka wielkiego, ciemno - czerwonego kutasa i zaczął poruszać skóra. Patrzył przy
tym na nią, a w jego oczach szalała żądza.
- Weź go do buzi! - starał się przekrzyczeć jęczący i sapiący autobus - Ssij go dziwko! - złapał ją za
głowę i nadział na swego chuja, unosząc przy tym wysoko biodra.
Andżela połknęła nabrzmiałego fiuta i już po chwili, cała ta zabawa zaczęła się jej ogromnie podobać.
Lizała go zawzięcie, śliniąc się przy tym na potęgę. Nagle, podniosła się i unosząc w górę spódnicę,
siadła na niego w rozkroku, krzycząc z rozkoszy. Podskakiwała wysoko w górę i teraz to jej głowa
pokazywała się i znikała za wysokim oparciem fotela.
- Mocniej, pierdolcu! Wal mnie mocniej! - jęczała, a jej włosy falowały w jakiejś dziwnej, erotycznej ekstazie.
Facet zerwał z niej bluzkę, po czym wtopił nos w nagie piersi kobiety. Dyszał głośno i sapał, kiedy ona
skakała po jego sterczącym kutasie.
Nagle, autobus przyhamował z piskiem opon. Andżelina runęła do przodu i uderzyła głową o twarde oparcie
fotela sąsiada. Otworzyła oczy i błędnym, zaspanym wzrokiem powiodła po cichym, spokojnym autobusie.
- Kurwa, to był sen! - krzyknęła, nie zastanawiając się nad rezultatami.
Sąsiad obok spojrzał na nią z troską.
- Dobrze się pani czuje? - zapytał, przyglądając się jej uważnie.
Andżela z otwartą buzią gapiła się na niego i nie mogła wykrztusić słowa. Ta cała orgia...to był tylko sen...
- Nie, nie... - pokręciła głową - Coś mi się śniło...
- Chyba nie katastrofa! - jakiś kobiecy głos z głębi autobusu, pisnął lękliwie.
- Wszystko w porządku! - odkrzyknął sąsiad Andżeli - Pani już się obudziła...
- Złe sny są przestrogą, ale i nauką - zwrócił się do niej łagodnie - Jeśli pani chce, może mi go
opowiedzieć. Może razem coś zaradzimy?
- Lepiej nie... - uśmiechnęła się tajemniczo i pokręciła głową.
Kątem oka spojrzała na jego rozporek. Był zapięty. Oparła głowę o fotel i zapatrzyła się w okno.
- Może ciasteczko..? - mężczyzna podsunął pod jej nos pomarańczowe pudełko.
- Dziękuję, nie jestem głodna.
Przymykając powieki słyszała ciche chrupanie, dochodzące z siedzenia obok. Westchnęła głośno i zapadła
w sen...
Carrie
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|