


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Z mocno zachmurzonego nieba, strumieniami lał deszcz. Spływał po wielkich szybach szwalni,
jakby ktoś z zewnątrz chlusnął strażacką sikawką. Genowefa włączyła światło przy swojej maszynie.
Zapatrzyła się w zimny, mokry świat, bezmyślnie obserwując szarpane wichrem drżące gałązki olchy. Jej
drobne listki wirowały w szaleńczym tempie, gnane silnymi porywami wiatru. Zupełnie nie zwracała uwagi
na ciepłe pomieszczenie w którym się znajdowała. Przyjazny szmer maszyn do szycia, biały, odważny blask
jarzeniówek, oraz miłe koleżeńskie głosy nie nastrajały jej zbyt pogodnie. Tego dnia rano znalazła na
kuchennym blacie małą, pośpiesznie wytarganą z zeszytu kartkę.
"To by było na tyle"
Stała chwilę wpatrzona w mały papierek. Nie mogła zrozumieć co to ma znaczyć? Czego na tyle i o co w
ogóle chodzi? Dopiero po chwili zrozumiała. Odwróciła się na pięcie i szybko pobiegła do pokoju.
Oczywiście, że spała sama. Marek miał pociąg o 2 w nocy, więc teraz łóżko było puste. Wciąż miała w
pamięci ostatnią noc. Jego czuły, ciepły dotyk, namiętne pocałunki. Uwielbiała, kiedy całował jej uszy.
Skubał je delikatnie, po czym wsadzał swój żarliwy język, wylizując dokładnie wnętrze. Czuła wtedy jak
rozkoszny prąd łaskocze jej podbrzusze. Odchylała mocno głowę do tyły, a wtedy Marek całował jej szyję
i pieścił piersi. Jej sutki błyskawicznie twardniały, kiedy dłonie Makra zsuwały się coraz niżej i
niżej, zataczając kręgi na jej ciele. Drażnił jej łechtaczkę, raz po raz wsuwając palec w mokrą szparę.
Wciąż całował jej ciało, a kiedy wreszcie dotarł do cipki, Genowefą już targał spazm orgazmu. Kobieta
leżała na plecach wbijając długie palce w jego rzadkie włosy. Jej ciało posłusznie poddawało się jego
wstępnym zabiegom. Wreszcie Marek siadał na niej okrakiem, malując jej twarz nabrzmiałym penisem.
Najpierw czoło, brwi, oczy. Wreszcie wkładał jej kutasa do ust, głaszcząc kropelkami spermy jej zęby.
Potem poruszał lekko biodrami, a ona ssała koniuszek fiutka z zamkniętymi oczami. Pieściła jego
pośladki, pomagając mu poruszać tyłkiem. Stopniowo jego ruchy stawały się coraz szybsze, a pchnięcia
coraz mocniejsze. Genia również mocniej zaciskała szczęki. Kutas nabierał rozpędu. Jego lśniąca,
jedwabista skóra to marszczyła się, to naprężała. Wąskie usta kobiety chętnie przyjmowały rozbijającego
się o nie, penisa Marka. Teraz posuwał ją z maksymalną prędkością. Dyszał przy tym ciężko. Jego źrenice
uciekały, odsłaniając białe bielma oczu. Z otwartych ust wydobywał się jęk rozkoszy. Kiedy spuszczał
się, sperma zalewała jej oczy, spływając do uszu kobiety. Było w tym coś niesamowitego, jakby Genia
zanurzała się w basenie pełnym mleka. Biały, subtelny płyn gładził i masował jej ciało, a ona z jękiem
oddawała się tej przyjemności.
Potem Marek poszedł spać, bo przecież czekał go nocny pociąg...
Genowefa otworzyła szafę. Była pusta. Dwa lata temu oboje kupowali ten mebel, by Marek miał gdzie
trzymać swoje rzeczy. Jej szafa była zbyt zapchana.
- Faceci to zdrajcy! - warknęła Genia, zatrzaskując ze złością ziejącą samotnością szafę.
- Żeby chociaż pieprzył mnie na tyle często, bym nie tęskniła tak za kutasem!
- To by było na tyle... - przeczytała wystrzępioną kartkę i zmięła ją w ręce.
- Genia! - jakiś głos wyrwał ja z zamyślenia.
Spojrzała w tym kierunku ze znużonymi, napuchniętymi od łez oczami.
- No co ty?
- Daj spokój Kaśka, nie mam dziś nastroju do rozmów - odwróciła głowę na zalane deszczem szyby - Nie
mam o czym gadać...
- Kto mówi o gadaniu! - szepnęła Katarzyna - Bierz się za robotę!
- A kogo obchodzi moja robota? - warknęła z wyrzutem Genia.
Kasia pogłaskała koleżankę po głowie i spojrzała jej głęboko w oczy.
- Facet..?
- I co z tego - odburknęła Genowefa.
- Chodź - pociągnęła ją za rękę Kasia - Coś ci pokażę.
- A robota?
- Nie zając, nie ucieknie. Chodź - ponagliła ją.
Wyszły razem ze szwalni, nie zwracając niczyjej uwagi. Genia szła posłusznie za koleżanką, kierowana
nie tyle ciekawością, co znudzeniem. Przeszły przez wąski korytarz nie zamieniając ze sobą ani słowa.
Katarzyna nacisnęła klamkę drzwi prowadzących do szatni. W środku było pusto. Wszystkie kobiety o tej
porze pochylały się nad swoimi maszynami, starając się wykonać normę dnia. Ciężka praca chyliła im
karki, zabierając młodość i siłę życia. Mimo to trwały w tym kieracie, a czas drwił z nich z każdego
kąta szwalni.
Katarzyna podeszła do swojej szafki i otworzyła metalowe drzwiczki. Pogrzebała chwilę, po czym
wyciągnęła owinięte w jedwabną szmatkę zawiniątko.
- Zobacz.
- Co to? - spytała ze zdziwieniem Genia.
- Rozwiń, przekonasz się... - ponagliła ją Kasia.
Genowefa powoli rozwijała podłużny kształt ukryty w materiale.
- Kaśka! - krzyknęła, kiedy z jej dłoni zsunął się materiał, pozostawiając sztucznego, różowego kutasa.
Szelmowski uśmiech pojawił się na twarzy kobiety, gdy uniosła penisa w górę jak maczugę i oblizała go językiem.
- Na co ci facet... - mruknęła Kaśka, przesuwając dłonią po swojej piersi. Oblizała palec drugiej ręki i
przejechała nim po prężnym fiucie.
Penis w rękach Genowefy wydawał się nie mieć końca. Uchwyciła go mocno swymi małymi dłońmi, po czym
przejechała kutasem wzdłuż piersi koleżanki. Ta zbliżyła się do niej szybko i pocałowała ją namiętnie.
Pieściła jej ciało, starając się unieść spódnicę koleżanki.
- Odwróć się, Genia - mruknęła.
Uniosła jej spódnicę i ściągnęła majtki. Różowy fiut wędrował po pośladkach Genowefy, kiedy ona sama
trzymając się szafki, dyszała ciężko. Katarzyna podsunęła sobie mały taboret i usiadła przed kochaną.
Zaczęła całować jej cipkę, dłonią rozgarniając jej wargi sromowe. Drugą ręką wepchnęła jej kutasa w
szparę. Genia zajęczała. Ścisnęła mocniej brzeg metalowej szafki, kiedy Katarzyna pieściła językiem jej
łechtaczkę, jednocześnie posuwając ją sztucznym kutasem.
- Jeszcze... - jęczała Genia - Mocniej... Pchaj mocniej!
Kasia poświęcała się koleżance w pełni. Pchała różowego fiuta w cipkę koleżanki, a po plastykowych
jajach spływał pot. Z jej brody kapała sperma Geni. Po chwili dreszcz orgazmu wstrząsnął ciałem
porzuconej niedawno kobiety. Krzyczała jeszcze, kiedy Katarzyna wylizywała ze spermy jej cipkę.
- I jak? - zapytała Kasia, dysząc ciężko.
- Nieźle - Genia uklękła przy jej kolanach - Często to robisz?
- Nie... tylko w międzyczasie.
Genowefa spojrzała na nią zdziwiona.
- No wiesz... wtedy, kiedy mój facet już nie może, a ja jeszcze chcę.
- On o tym wie?
Kaśka pokiwała głową.
- Najczęściej on sam sobie nim pomaga... - wzruszyła ramionami - Kiedy jestem jeszcze bardzo gorąca,
mój facet liże mi cipkę, a ten różowy Romeo rozpycha się swym łepkiem po mojej szparce - westchnęła
głęboko - Nawet nie wyobrażasz sobie, jak wielką sprawia mi rozkosz!
- No tak - szepnęła Genia - Nie byłby w stanie jednocześnie posuwać cię i lizać.
- Właśnie.
- Całkiem niezły pomysł.
- Może wpadniesz do nas kiedyś? - zapytała nieśmiało Kaśka.
- Może wpadnę... ale
Katarzyna spojrzała na nią z nadzieją.
- Miej go przy sobie - wskazała na różowego Romeo - Niech będzie gotowy...
- Jasne! - Kaśka uśmiechnęła się szeroko, po czym złożyła gorący pocałunek na ustach koleżanki.
Carrie
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|