


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Wiosna tego roku była wyjątkowo mokra. Deszcz lał strumieniami, nie zwracając uwagi na
gnijące od wilgoci rośliny. Beata wyszła z domu wcześnie. Było około siódmej rano, kiedy dziewczyna już
krążyła po parku, zbierając ociekający z rosy rumianek. Był zimny, ale orzeźwiający. Dziewczyna
uklęknęła przy dorodnej roślinie i zapatrzyła się w nią. Po maleńkim, białym kwiatku, nieporadnie
wędrował ośmionogi pajączek. Beata westchnęła. Żółta, obszerna peleryna szczelnie izolowała ją od
deszczu. Choć teraz właśnie deszcz złagodniał, pozwalając kobiecie złapać odrobinę przedzierającego się
przez chmury słońca. Zerwała długi badylek rumianku i przytuliła go do twarzy. Natychmiast intensywny
zapach zapadł jej w nozdrza. Wciągnęła go mocno w płuca. Oddech rośliny odurzył ją do głębi. Ścisnęła
mocno delikatną roślinę. Przez nieuwagę biały kwiatek opadł oderwany na mokrą trawę. Beata zamarła.
Taki piękny i pożyteczny kwiat opadł... Zginął, umarł...
Beata podniosła się i spojrzała w niebo. Chudy badylek wyleciał jej z ręki i twardo opadł na ziemię.
Chmury powoli przerzedzały się. Czysty błękit gdzieniegdzie przebijał się przez ołowianą czerń.
Dziewczyna rozglądnęła się wkoło. W parku nie było nikogo. Jedynie drzewa, mokre i ciężkie od deszczu
dumnie prężyły się w niebo. Nieśmiało dotknęła plastykowego zamka w swoich dżinsach. Zjechała dłonią w
dół. Palce same zacisnęły się na szerokiej, pokaźnej cipce. Zmrużyła oczy. Śmierć zawsze podniecała ją
najbardziej. Ta cichość i bliskość cienia. Ten dreszcz niepokoju. Ta czerń zamykająca ciało w kleszczach
ciszy. I... rozkosz. Opływająca, dziwna i jedyna.
Ręka dziewczyny wślizgnęła się pod rozporek. Rozchyliła majtki i dotknęła cipki. Zasyczała. Ścisnęła
łechtaczkę i po chwili zanurzyła palec w norce. Zwiędły kwiat rumianku zaplątał się między jej nogami
i znikł pod stopą. Dłoń Beaty zanurzyła się w jej szparce, mlaskając głośno. Kobieta nie przejmowała
się bladością nieba, ani jasnym, wszystko widzącym dniem. Przesuwała szybko rękę, zbierając nagromadzoną
wilgoć cipki i rozprowadzając ją po kroczu. Jej oddech nabierał rozpędu. Stała w szerokim rozkroku z
opuszczoną głową i nie zwracała uwagi na zieloną rzeczywistość parku. Nie zaniepokoił ją lekki szmer w
krzakach. Nie zauważyła poruszających się ze strachem liści. Masturbowała się, niecierpliwie poruszając
palcami w cipce. Nie bała się. Rozkosz zawładnęła jej umysłem. Gorące łzy popłynęły jej z oczu, kiedy
orgazm zalał jej ciało. Zawróciło się jej w głowie i nagle jej ciało oparło się o...drzewo? Nie. Przecież
stała daleko od drzew. Poczuła ciepło i miękkość ludzkiego ciała. Odwróciła się i spojrzała w
autentyczne, żywe oczy zabójczo przystojnego mężczyzny. Uśmiechał się tajemniczo, a jego źrenice
błyszczały niepokojąco. A może, tylko tak się jej wydawało? Dostrzegła w nich olbrzymie pożądanie,
obiecujące niezapomniane przeżycia. Zachowując resztki wahania, lekko odsunęła się od niego.
Niepotrzebnie. Mężczyzna błyskawicznie przytulił ją do siebie, a ona natychmiast wcisnęła się w jego
ciepło. Dzień był chłodny, ale Beata bez skrępowania poczuła rozkoszne ciepło. Powoli usunęła rękę ze
spodni. Wolną przestrzeń wokół jej cipki zajęła ręka napotkanego mężczyzny. Dziewczyna nie patrząc już
mu w oczy, dotknęła ustami podbródka i zaraz potem ust faceta. Wpiła się w nie z rozkoszą, zagłębiając
język głęboko w jego gardle. Mężczyzna ścisnął jej cipkę całą dłonią i wepchnął palec do norki.
Automatycznie rozsunęła nogi, wypinając łono w jego stronę. Nie mieli żadnej osłony, żadnego oparcia.
On środkowym palcem robił jej ostrą palcówkę, a kciukiem i palcem wskazującym szarpał łechtaczkę. Beata
jęczała głośno, kiedy facet pieścił jej piersi, starając się jako tako utrzymać równowagę. Ostry zapach
spermy i potu wnosił się wokół nich, a zimne powietrze dnia stawało się coraz bardziej nagrzane. Coraz
bardziej gorące.
W końcu kobieta zsunęła się w dół i uklękła twardo między jego nogami. Jak głodne szczenię wyciągnęła
mokrego i twardego cycuszka z jego spodni, wzięła do ust i zaczęła mocno ssać. Facet odchylił głowę do
tyłu i zasyczał z rozkoszą. Przycisnął jej głowę silnie do swego krocza. Z jego ust wydobywało się
głuche charczenie.
- Ssij... malutka, ssij go z żądzą - mruczał podniecająco.
Jego cały kutas znikał w ustach Beaty, to znów się pojawiał. Gość poruszał silnie biodrami i wydawało
się, że za chwilę przebije jej gardło. Białe kropelki spermy powoli ściekały z ust dziewczyny. A on
napierał z całej siły, jednocześnie z werwa przyciskając jej głowę i wbijając palce obu dłoni między
skołtunione już włosy dziewczyny.
- Zaraz rozerwie mi jaja... Ściśnij go mocniej zębami - jęknął zduszonym głosem - O tak... - syczał - O
tak...
Beata zacisnęła mocno szczęki na jego fiucie, a skóra kutasa przesuwała się, jak dobrze naoliwione
łożysko.
W końcu mężczyzna podniósł jej głowę do góry i położył mokrego kutasa na czole. Spojrzał jej głęboko
w oczy i wtedy jego fiut wystrzelił fontanną spermy wprost na jej twarz, zalewając jej oczy, nos i usta.
Dziewczyna nie spuszczając wzroku z jego podnieconej, rozanielonej twarzy, zlizywała spermę z jego
kutasa, rozkosznie zawijając języczkiem.
Oddech mężczyzny powoli słabł. Podniósł ją z kolan i jak dzikie zwierzę oblizał policzki dziewczyny.
Źrenice zaświeciły się na moment, oślepiając gorącą żądzą jej twarz.
- Wypnij tyłeczek maleńka - szepnął - Mam jeszcze twardy i gruby język...
Zsunął jej spodnie, obnażając krągły, zgrabny tyłek. Chwycił mocnymi rękami za pośladki i ścisnął.
Przytulił się do niej od tyłu swoim kutasem. Wprawdzie był sflaczały, ale jemu to nie przeszkadzało.
Pocierał nim po pupci dziewczyny, aż wreszcie filutek zaczął się podnosić Teraz facet uklęknął za jej
plecami i polizał językiem pośladki. Jego kutas wznosił się powoli, ale wytrwale. Naślinił jej rowek
i wepchnął język do cipki. Beata zasyczała. Nie spodziewała się tak silnego podniecenia ze strony
zwykłego języczka. Wypięła tyłek do tyłu. Oczy mężczyzny zaglądały teraz w jej szparkę, a język
wylizywał całą cipkę. Dłońmi pieścił jej uda, starając się utrzymać równowagę dziewczyny, która teraz
mocno się chwiała. I znów ich oddechy głośnym dudnieniem odbiły się po parku. Facet podniósł się z
kolan i silnym pchnięciem zaatakował jej dziurkę w pupci. Ciało Beaty wygięło się w pałąk. Okrzyk
rozkoszy stłumił śpiewy ptaków. Gość posuwał ją szybko, przyciskając wypięty tyłeczek do swego krocza.
- Twoja cipka... - jęczał - Jeszcze twoja cipka...
Wyciągnął kutasa z pupci i zapakował do szparki. Głuchy bulgot wstrząsnął jego jajami. Uśmiechnął się
przekornie i zaczął lizać ją po plecach. Jego dłonie wdarły się pod stanik, dzielnie broniący dostępu
do jej cycuszków. Stanik nie miał szans. Został brutalnie zerwany, kiedy mężczyzna pieprzył jej
rozpaloną cipkę. Zwarli się w szalonym, miłosnym uścisku. Świat wokół nich wciąż jaśniał błyskiem
zachodzącego powoli słońca. Facet pchnął mocno swojego kutasa i dobił go z taką żądzą, że Beata
bezwiednie ruszyła kilka kroków przed siebie. Zatrzymała oddech, kiedy lawa spermy rozpaliła jej
norkę. Błyskawicznie osłabienie zawładnęło jej ciałem...
Z żalem żegnała wymykającego się z jej norki kutasa. Nie odwróciła się. Wyprostowała tylko ciało,
nałożyła spodnie i ruszyła przed siebie. Jeszcze słyszała gorący, pożądliwy oddech mężczyzny, a jej
dłoń poprzez kieszeń ścisnęły rozochoconą cipkę.
- Jeszcze tu wrócę... - szepnęła do siebie, ale tak, że mężczyzna na pewno ją usłyszał.
Carrie
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|