


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Cisza była tak głęboka, że Zofii prawie dzwoniło w uszach. Otworzyła szeroko oczy,
przyciskając rąbek kołdry do ust. Chwyciła go zębami i szarpnęła. Ciemność jaka ją otaczała, była nie
do zniesienia. Lepiej było nie otwierać oczu. Teraz mrok pchał się do jej wnętrza każdą dostępną
dziurką. Zalepiał oczy, nos, usta. Wydawało się jej, że nawet dłonie, ściskające nieporadnie rąbek
kołdry, wchłaniają zbyt dużo ciemności, zbyt wiele zimnej, odrażającej barwy.
- Żebym nawet we własnym domu nie mogła pooglądać sufitu w nocy?!
Szybkim, zdecydowanym ruchem odrzuciła kołdrę, sięgając ręką do nocnej lampki. Momentalnie ciepły,
złoty blask rozświetlił pokój.
- Teraz lepiej - Zofia zerwała się i usiadła na łóżku w szerokim rozkroku.
W domu wciąż panowała niepokojąca cisza.
- Skąd mam te cholerne lęki? - sapnęła głośno, jakby dodając sobie odwagi.
Jej świat przestał istnieć się dwa miesiące temu, kiedy to zawaliła ważny kontrakt. Jako jedyna w
firmie znająca język japoński, miała negocjować dostawę do Polski samochodów Honda z silnikiem HDI,
mającym gwarancję na milion kilometrów, bez remontu. Były to tzw. Silniki zamknięte, wytrzymujące
ekstremalne warunki pracy. Ostatecznie po przejechaniu gwarantowanego miliona, nadawały się tylko na
złom. Jednak ta jedynka z sześcioma zerami w reklamie była imponującą zachętą, bo przecież który silnik
tyle wytrzyma?
Jej szef, wysoki, szpakowaty mężczyzna po pięćdziesiątce, wpadł bez pukania do jej biura i
rzucił na biurko szarą, tekturową teczkę.
- Mamy kontrakt Zośka! - huknął tubalnym głosem - Tylko go nie zawal!
Wyszedł tak szybko, jak wszedł zostawiając ją samą z wyrazem zdziwienia w jej pięknych, miodowych
oczach. Podeszła do biurka, otwierając tajemniczą teczkę. Czytała zachłannie, wietrząc w nieskazitelnie
białych papierach niezłą kasę.
- To naprawdę dobry kontrakt - mruknęła, kiedy skończyła już lekturę.
Tego dnia, zgodnie z zaleceniami szefa, ubrała długą, prawie do ziemi spódnicę, mocno opinającą jej
szerokie biodra.
- Co z tego - szepnęła do siebie - Kiedy rozcięcie z lewej strony... Cholera, przecież świecę gołym
tyłkiem! Skoro japończycy są tacy rodzinni, ja wyjdę na jakąś pieprzoną gejszę!
Usiadła ze złością przed lustrem.
- Nic nie zrobisz... - warknęła z wyrzutem do odbijającej się postaci - To twoja życiowa szansa! Jeśli
dobrze to załatwię, to może ten stary skąpiec da mi podwyżkę?
Firmowy raut był oszałamiający. Zorganizowany w prywatnej willi szefa. To był zbyt ważny i nadmiernie
intratny kontrakt, by pozwolono sobie na jakąś knajpę. W końcu japończycy są rodzinnym narodem i bardzo
cenią domowe pielesze.
Przyjęcie zgromadziło ze dwie setki gości. Jak to bywa... wielkie przyjęcie, wielkie plotkowanie,
zawieranie znajomości, poniżanie i wywyższanie poszczególnych gości.
Zofia po przybyciu nie bawiła się w prezentacje. Od razy przeszła do niewielkiego pokoju, szykownie
ozdobionego starymi, rzadkimi antykami. Ku swemu zdumieniu spotkała tam jednego tylko mężczyznę o
orientalnej urodzie, stojącego obok urokliwego, czarnego biurka.
- Przepraszam - jęknęła - Miało być zebranie..?
- Tak, tak - odpowiedział mężczyzna łamaną polszczyzną - Prosić, prosić..
Zofia zaszeleściła spódnicą wchodząc do pokoju. Starannie i cichutko zamknęła za sobą drzwi. Jej
twarz ozdobił uczynny uśmiech. Głowa skłoniła się lekko. Japończyk bez słowa wskazał jej ręką krzesło
przy biurku. Sam stał oparty o ten mebel bardzo blisko krzesła na którym usłużnie usiadła Zofia. Było
to trochę niezręczne, ponieważ kobieta musiała się przeciskać między nim, a miejscem odpoczynku. Teraz
siedziała już, trzymając głowę na wysokości jego krocza. Uniosła oczy w górę. Facet patrzył na nią z
dziwnie przenikającym uśmiechem. Był średniego wzrostu, a z jego postawy biła dostojność, duma i...
pewność.
"Już mu nie ucieknę" - pomyślała Zofia.
Zerwała się z krzesła, jednak on zatrzymał ją zdecydowanym ruchem ręki, naciskając jej półnagie ramię.
"Po cholerę ubrałam tę kieckę!?" - krzyczała na siebie w myślach.
Wiedziała już, że nie przyszła tu do negocjacji. Zdała sobie sprawę, że japończyk stojący dostojnie
nad nią, to jeden z ludzi Hondy. On wciąż trzymał dłoń na jej ramieniu i uśmiechał się z właściwą dla
tej kultury pewnością.
- Mamy dużo czasu... - szepnął przez zęby - I od pani zależy jak go spędzimy.
Zofia ze zdziwienia otworzyła szeroko oczy. Świetnie mówił po polsku, a ich początkowe przywitanie,
to pewnie blef.
- Bardzo dobrze mówi pan po polsku - bąknęła bez sensu - Choć są pewne naleciałości...
"Co ja gadam?!" - skarciła się w myślach.
Japończyk nie tracił czasu. Jego dłoń dotknęła jej karku i zaczęła namiętnie pieścić szyję. Dotknął
jej twarzy. Pogładził ją i wskazującym palcem powoli zjechał do piersi. Uchylił lekko przysłaniający
pierś materiał i kuknął z góry. Miał niewiarygodnie delikatne ręce. Zofia siedziała jak posąg,
wpatrując się mu w oczy. On również patrzył na nią, a z oczu biło mu pożądanie. Kiedy zatoczył
niewielkie kółko na jej prawej piesi, kobieta westchnęła głęboko, a jej sutki uwidoczniły się na
zewnątrz. Mężczyzna nie tracił czasu. Jej reakcję uznał za swoiste przyzwolenie. Szybko zsunął
ramiączka jej bluzki, potem samą bluzkę. Jej piersi wylały się na zewnątrz. Ujął je w dłonie i
ścisnął, przytulając do siebie. Zofia oddychała coraz szybciej.
"Dlaczego do kurwy pozwalam mu na to?!" - krzyczała w myślach, patrząc mu wciąż w oczy.
Nie wiedząc czemu, jej dłonie dotknęły ud japończyka, przesunęły się w górę i mocno ścisnęły jego
pośladki. Facet jęknął, a jego oddech zrównał się prędkością z oddechem Zofii. Sekundę później już
majstrowała przy jego rozporku, wyciągając twardego, ciemnego kutasa, którego czubek lśnił od kropelek
popuszczonej spermy. Wzięła go do ręki, naciągając mocno skórę. Żołądź zadrżała, a Zofia zatoczyła
językiem kółko wokół kutasa. Mężczyzna zatopił palce w jej włosach i zasyczał. Pchnął lekko, a jego
fiut znikł w ustach kobiety. Wessała go z łatwością, liżąc i ssąc na zmianę. Drugą dłonią miętosiła
jego jaja, doprowadzając gościa do lekkich drgań ciała. Mimo to, jego mięśnie były mocno napięte i
twarde jak sam kutas. Nawet nie wiedziała kiedy uniósł ją lekko w górę i posadził na biurku. Wolno
rozkładał jej nogi, pieszcząc z namaszczeniem uda. Jego fiut sterczał wycelowany prosto w otwartą,
nabrzmiałą cipkę. Głaszcząc jej uda patrzył uporczywie w miodowe oczy dziewczyny, szukając w nich
przyzwolenia. Szukając pełnego zjednoczenia...
Zofia zsunęła odrobinę tyłek, chwytając go za ramiona. Uśmiechnęła się i oblizała wargi. Potem odrzuciła
głowę do tyłu i uniosła biodra. Japończyk dotknął ustami jej spoconych ud. Przesuwał język wzdłuż uda,
aż natrafił wreszcie na rozochoconą, mokrą cipkę. Kobieta zajęczała, kiedy mężczyzna wessał jej
łechtaczkę. Iskał ją zębami zraszając obfitą ilością śliny. Zaledwie parę sekund minęło, kiedy Zofią
targnął spazm orgazmu. Krzyknęła, przyciskając mocno jego kruczo - czarną czuprynę do swego łona.
Dłonie mężczyzny pieściły jej brzuch i piersi, a za nimi, jak wicher za burzą podążał język. Kiedy
dotarł do jej ust, jego kutas sam odnalazł drogę do wciąż spragnionej cipki dziewczyny. Całował ją
namiętnie wdzierając się fiutem w jej szparę. Posuwał ją miarowo, czując coraz większą, narastająca
rozkosz. Podniósł jej nogi i ułożył sobie na naprężonych, mocno umięśnionych ramionach. Zofii wydawało
się, że jego kutas dotyka samej przepony. Uderzał tak mocno, że jej ciało poczęło drżeć. Czuła rosnącego
penisa w jej łonie. Wiedziała, że już niedługo ich narada skończy się i nie wiadomo dlaczego poczuła
olbrzymi smutek. Dotknęła dłońmi rąk mężczyzny i spojrzała na niego. Ich oczy spotkały się. Facet nie
widział mocno podskakujących piersi dziewczyny, które w trakcie jego silnych pchnięć kutasem wirowały
wokół jej torsu. Nie widział nagich ud i rozwartej cipki. Patrzył tylko w jej oczy, wchodząc w jej
szparkę i... jej duszę. Dotarł już do dna i zaczął wyrzucać wszystkie wspomnienia Zofii z dotychczasowymi
facetami. Jej udane i nie udane przeżycia seksualne. Wiedziała, że tego seksu nie zapomni nigdy. Nie
znała jego imienia, nie wiedziała kim był i jaką odgrywał rolę w kontrakcie jej firmy. Ale jego kutas
powiedział jej wszystko, co powinna wiedzieć. Penis japończyka penetrował ją z taką namiętną
dokładnością, że wszystkie inne kutasy przestały się liczyć.
Spazm orgazmu wstrząsnął jego ciałem. Wyciągnął fiuta i położył na jej brzuchu. Z maleńkiej dziurki na
jego czubku wypłynęła fontanna białej, lepkiej spermy. Rozprowadził ją po ciele dziewczyny, a ona dłonią
wmasowała ją w spoconą, drżącą skórę. Japończyk wciąż patrzył jej w oczy.
Po chwili jego powieki zamknęły się niczym okna domu rozkoszy. Westchnął głęboko, pocałował ją w nagie
udo, skłaniając nisko głowę. Założył spodnie i spokojnym krokiem opuścił pokój.
Zofia opadła na biurko zupełnie zdezorientowana. Z wielkim trudem podniosła się, ubrała i wyszła z
pokoju. Na korytarzu spotkała rozwścieczonego szefa, szukającego jej od dwóch godzin.
- Co pani sobie kurwa myśli!? - krzyczał - Miała pani być dwie godziny temu na spotkaniu z
japończykami! Szlag trafił cały kontrakt!
- Nie mieli tłumacza..? - szepnęła niepewnie Zofia.
- Tłumacza, kurwa?! - darł się coraz głośniej - To po cholerę ja panią zatrudniłem?!?
Zofia już nie słyszała co krzyczał jej szef. Była zupełnie ogłupiała. Ruszyła przed siebie, nie
zwracając na niego uwagi.
- Jest pani zwolniona! Mam w dupie takich pracowników! A w ogóle, gdzie pani była?!?
Jej mały domek zawsze działał na nią kojąco. A wspomnienie seksu z tajemniczym japończykiem znacznie
przysłaniało krzyki homoidalnego szefa.
Co z tego, kiedy straciła pracę...?
Carrie
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|