


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Dzień zaczął się jak co dzień. Choć podświadomie miała nadzieję na zmianę.. Najpierw,
trzeba otworzyć oczy. A może ich jeszcze nie otwierać? Dobrze byłoby zobaczyć...co? Sufit? Wsunęła rękę
pod kołdrę i zatrzymała ją na brzuchu. Odnalazła pępek. Westchnęła ciężko, zataczając palcem koło w jego
wnętrzu. Otworzyła oczy. Biały sufit przyglądał się jej grze wstępnej do porannej masturbacji. Wkrótce
druga ręka powędrowała pod kołdrę, zatrzymując się na krzaczastym owłosieniu jej cipki. Może by się tak
ogolić? Skubała palcami jedwabiste włoski. Całą dłonią zakryła swoje krocze, ściskając mocno. Wskazujący
palec z łatwością odnalazł szparę i bezceremonialnie wdarł się w jej środek. Nawet nie jęknęła. Teraz
sufit przyglądał się grymasom jej twarzy, kiedy zataczała kółka we własnej cipce. Zamknęła oczy.
Wyobraziła sobie Ryszarda, że to właśnie jego kutas wykonuję tą pracę. I dopiero wtedy jej szparka
zawilgła. Uśmiechnęła się do siebie.
- Jeśli jego filutek jest tak cienki, jak mój palec... - mruknęła ze zgrozą - To... pomogę mu moim palcem.
Ugięła nogi w kolanach i uniosła biodra. Norka dokładnie spływała wilgocią. Zaatakowała ją wszystkimi
czterema palcami, wsuwając je i wysuwając powoli. Na razie nie dotykała łechtaczki. Gałki oczne pod
powiekami ruszały się niespokojnie. Jej mózg wyświetlał erotyczny film, w którym główną rolę grała ona
i Ryszard. Jego skromny, ciepły pokój. Na dłuższej ścianie mieściła się tylko wersalka. Była złożona.
Zaraz obok, długa ława, za nią jeden fotel. I już następna ściana z wąską półką na książki. Ona siedzi
na fotelu, a Ryszard na wersalce. Dzieli ich tylko ława. Ryszard patrzy na nią, a ona na niego. Mały
pokój nie wytrzymuję stężenia erotyzmu, więc mężczyzna odpina białą koloratkę ściskającą jego szyję.
Aldona przygląda mu się, zakładając nogę na nogę. Wpatrzona w kilkadziesiąt guzików jego sutanny,
układa plan szybkiego pozbycia się kłopotu.
Dreszcz rozkoszy wstrząsnął jej ciałem, a palce uchwyciły delikatną łechtaczkę. Pocierała
nimi jeżdżąc od jednego, do drugiego końca cipki.
Wstała z fotela podchodząc do Ryszarda. Oparła się dłońmi o jego kolana, wypinając tyłek wysoko w górę.
Jej ręce zsuwały się wolno w kierunku krocza mężczyzny. Patrzyła mu w oczy, starając się dostrzec
głębię jego uczuć.
- Może mnie nie chce..?
Ta myśl była niczym brak prądu w najciekawszym momencie filmu. Szybko ją odpędziła, wracając do swego
Rysia. Jej palce bombardowały zalaną spermą cipkę, starając się wycisnąć z niej wszystko, co było
możliwe.
Wreszcie dotarła do krocza mężczyzny, szybko odpięła guziki sutanny i wślizgnęła się kolanami na
wersalkę, siadając tym samym blisko jego pokaźnego już namiotu. Pocierała tyłkiem o nogi kochanka,
starając się wyciągnąć jego kutasa. Kiedy wyskoczył już ze spodni, uniosła swoje biodra z zamiarem
nabicia się na ten pal rozkoszy.
Nie zdążyła. Otworzyła szeroko oczy, a dreszcz orgazmu obezwładnił jej ciało.
- Cholera! - jęknęła - znów spuściłam się za szybko!
Wytarła ręce w różową poszwę i wciąż leżąc, bezwładnie wysunęła nogi za łóżko. Szybkim, nerwowym ruchem
odrzuciła kołdrę.
- Patrz się na mnie, frajerze! - warknęła do sufitu - Jakbyś nie widział moich cycków, czy gołego tyłka!
Łazienka przyjęła ją znajomym chłodem. Weszła pod prysznic i odkręciła wodę. Przyjemne ciepło otuliło
jej nagie ciało.
- Rysiu... - szeptała - Kocham się z tobą już od tylu lat, a ty nawet o tym nie wiesz. Setki razy
wyobrażałam sobie twojego fiutka... - znów przymknęła oczy, a gorąca woda odrobinę odprężyła jej
napięte potrzebą seksu ciało - Trzymam go w ręce... czyszczę nim zęby... rysuję kółka wokół oczu,
masuję brwi, nos i powieki. Wkładam najpierw do jednego, potem do drugiego ucha, sunąc gorącą żołędzią
między wargami ust... - uśmiechnęła się, pocierając spragnione ciało - poszerza mi uśmiech! Potem
jedzie wzdłuż po szyj, wprost na piersi. Zatacza kółka wokół sutek, a one całują go namiętnie. Nie
pozwalają mu odejść, ale on... śpieszy gdzie indziej. To już niedaleko. Przemyka się po brzuchu,
potykając się napletkiem o jego dziurkę. Próbuje ją. Wdziera się w środeczek, chcąc dostać się do
wnętrza. Ale to nie ta dziurka. Kilka kropel spływa z jego końca. Czy płacze..?
Jej dłoń masując ciało zsunęła się w dół. I wtedy prysznic zakrztusił się, warknął i... umilkł.
Brakło wody.
- Kurwa mać! - przeklęła głośno - Nawet we własnej łazience nie mogę się popieprzyć!
Zakręciła suchy kurek i szybko weszła do pokoju. Ze złością uderzyła fotel.
- Mam tego dość! - syknęła - Dziś będzie wóz, albo przewóz. Albo mnie chce, albo nie. Dowiem się tego
i... coś wymyślę!
Dzień zleciał jej szybko. Zajęła się pracą na komputerze, która miała oddać za kilka dni. Jej myśli
wciąż wirowały wokół Ryszarda, a projekt graficzny który wykonywała, szybko nabierał kształtów.
Wieczorem, punktualnie o 19 wybrała się na spotkanie. Okna plebani były ciemne. Tylko przez jedną
szybę sączyło się słabe światło. Odważnie podeszła do drzwi i nacisnęła dzwonek. Po chwili z małego
domofonu odezwał się głos.
- Proszę?
- Aldona Kowalska - szepnęła cicho - Ja w bardzo pilnej sprawie.
Jego głos był słodki. Wdzierał się do jej mózgu i powodował euforię namiętności. Nie zastanawiała się
nad jego pozycją. Dla niej, to był facet, który powodował, iż jej ciało pragnęło żyć. Pragnęło tworzyć.
I... kochać.
- Niech pani wejdzie.
Usłyszała terkoczący dzwonek i szybko nacisnęła klamkę. Wiedziała, że w budynku jest sam. Tylko on
tu mieszka i nikt im nie przeszkodzi. Chyba, że on sam. Po prostu złapie ją za czuprynę i ...
wykopie na zewnątrz.
Hol był duży i przestronny. Rozglądnęła się wokół. Było schludnie i czysto. Była tu już kiedyś z
podobnym zamiarem. Ale stchórzyła. Kiedy zobaczyła jego piękne oczy i cudowny, podniecający uśmiech,
nogi ugięły się pod nią, a jedyne słowa jakie wydobyła wtedy z siebie, to "Przepraszam,
pomyliłam domy"...
Od tej pory obserwował ją ilekroć ich oczy się spotkały.
- W jakiś sposób osiągnęłam cel - pomyślała - Przynajmniej mnie zauważył.
- Pani ma do mnie sprawę? - podniecający głos księdza Ryszarda, wyrwał ją z zamyślenia.
- Tak - chrząknęła - Ja... w swojej sprawie.
- To proszę za mną - uprzejmym gestem wskazał jej kierunek.
Ruszyła za nim, bezczelnie obserwując jego tyłek. Nie miał na sobie sutanny. Jego ciało okrywała
tylko czarna koszula, oraz spodnie. Przynajmniej taką miała nadzieję.
- Tylko koszula i spodnie... - zakręciło się jej w głowie.
Weszli do niewielkiego, skromnego pokoiku. W swoich marzeniach niewiele się pomyliła. Może tylko
ta półka na książki. Wcale jej nie było. Był natomiast mały kredens, a w nim...
Ksiądz Ryszard doszedł do owego kredensu i otworzył barek.
- Usiądź.
Ku jej zdziwieniu, zwrócił się do niej bezpośrednio. Spodobało się jej to.
- Napijesz się?
I znów ją zaskoczył. Otworzyła szeroko oczy i usiadła na wersalce mocno zaciskając kolana.
- Proszę - podał jej lampkę jasnego, przeźroczystego płynu i usiadł na fotelu.
Przyjęła ją, lekko poruszając nad jego powierzchnią nozdrzami.
- To koniak - upił trochę ze swego kieliszka, zakładając nogę na nogę.
"Znów wszystko na odwrót" - pomyślała - "To ja miałam seksownie założyć nogę na nogę, nie on! To ja
miałam siedzieć na fotelu - nie on! Co ja sobie myślałam? Co mam mu powiedzieć?" - uchyliła odrobinę
koniaku, a myśli oskarżały ja o najgorsze bezeceństwa.
- Smakuje? - zapytał, używając tego podniecającego, słodkiego głosu.
Aldona między nogami poczuła lepkość.
- Acha... - miauknęła, ściskając mocno kieliszek.
- Spodziewałem się ciebie - powiedział niespodziewanie.
Zatrzęsły się jej ręce. Bił od niego porażający erotyzm. Albo... tak się jej tylko zdawało.
- Tak..?
Wstał z fotela i usiadł obok niej. Aldonie zakręciło się w głowie. W szparce poczuła narastające
pożądanie. Wydawało się jej, że boli ją całe krocze. Że jej cipka wprost krzyczy o jego kutasa.
"Daj mi go! Wepchnij we mnie i posuwaj tak mocno, aż rozpieprzysz mnie na wszystkie strony! Szybko!
Teraz! No kurwa, już!"
Potrząsnęła głową, jakby chciała zrzucić natrętną muchę.
- Coś się stało? - ksiądz spojrzał na nią tym swoim zniewalającym wzrokiem.
Jedną rękę oparł tuż blisko jej biodra. Żar gorąca palił ją w skórę.
- Nie, nie... - potrząsnęła głową, nie mogąc wykrztusić więcej słów.
Mężczyzna przyglądał się jej ciekawie.
- Chyba wiem, czego chcesz odemnie - powiedział spokojnie nie spuszczając z niej oczu.
- Tak..?
"DO cholery! Nie znam innych słów???"
- A co? - wysiliła się
- Pragniesz mnie - mruknął bez ogródek - Jesteś rozpalona, jak hutniczy piec.
- Tak..? - szepnęła, bojąc się na niego spojrzeć.
Uśmiechnął się. Ujął ją dłonią za podbródek i spojrzał głęboko w oczy.
- Jesteś piękną kobietą, a ja... tylko mężczyzną. Chciałbym, abyś sama podjęła decyzję.
Nie mogła się zdecydować, czy jej pożądanie jest większe od zdziwienia, czy odwrotnie.
- Jaką decyzję?
Puścił jej podbródek i zaczął gładzić po twarzy. Ciarki przeszły jej po ciele, a jej cipka gdyby
miała pięści, pewnie sprałaby ją na kwaśne jabłko. Czuła, że długo nie wytrzyma. Ryszard nie przestając
gładzić ją po twarzy, wziął jej rękę i położył na swoim kroczu. Aldona mało nie zemdlała. To, co
poczuła pod drobną dłonią najpierw przeraziło ją, później tak podnieciło, że przestała nad sobą
panować. Zacisnęła dłoń na jego przyrodzeniu. Ksiądz cicho zasyczał. Wciąż patrzył jej w oczy, jakby
bał się, że przestraszy się i ucieknie. Ręka kobiety powędrowała wzdłuż sporego naprężenia, które
wydawało się nie mieć końca. Badała to wzgórze powoli i dokładnie, zupełnie nie okazując strachu.
Ich usta zbliżyły się do siebie, smakując dotyk. Język Ryszarda wysunął się pieszczotliwie oblizując
jej wargi. Aldona nie wytrzymała. Wtopiła się w niego w namiętnym, długim pocałunku, jednocześnie
rozpinając mu koszulę. Całowała go po szyi, potem po mocnym, owłosionym torsie. Głowa Ryszarda
opadła do tyłu, a dłonie tuliły kobietę, która od tak dawna mu się podobała. W której zakochał się
bez pamięci i wcale tego nie żałował. Cierpiał. Ale teraz jego cierpienie zostało wynagrodzone.
Wcale nie musiał mieć z nią stosunku. Wiedział, że nie każda kobieta przyjmie jego penisa. Są
przecież inne sposoby i miał zamiar je zrealizować. Poczuł rozkosz bijąca z lędźwi. To Aldona
dobrała się już do jego rozporka. Zamek spodni był rozsunięty, a guzik... urwany. Uśmiechnął się.
Ogień, nie kobieta.
Dziewczyna tymczasem wyciągnęła na wierzch jego ogromnego, prawie 40 centymetrowego, twardego jak skała
kutasa. Jej oczy rozżarzyły się w podnieceniu. Ujęła go w obie dłonie, jednak czubek i tak sterczał
ponad nimi. Przesunęła skórę. W dół i w górę. W dół i w górę. Kropelki spermy pojawiły się na żołędzi.
Ryszard mocno zamknął oczy i zasyczał z rozkoszy. Aldona oplotła go językiem i wessała do ust.
Poruszając miarowo dłońmi naprężoną, gorącą skórę, lizała jego napletek na zmianę pchając członek
głęboko w gardło. Ryszard uniósł ją w górę, sadzając sobie na kolanach. Jego kutas sterczał przed
nią, sięgając jej prawie do pępka. Rozbierał ją bardzo wolno, całując każdy wyłaniający się nagi
kawałek jej ciała. Uniósł jej biodra w górę, jednocześnie zsuwając swoje ciało w dół. Pogładził
biodra, po czym wsunął palec do cipki. Aldona zajęczała. Jego usta delikatnie uchwyciły drobne,
rudawe owłosienie. Nosem rozgarnął wargi sromowe. Przejechał od dołu, do góry, delikatnie zębami
łapiąc za łechtaczkę. Język mężczyzny rozpoczął szalony taniec po spragnionej cipce. Końcem kutasa
drażnił jej stęsknioną za męskim penisem szparkę.
- Chcę na nim usiąść - mruknęła mu do ucha - Wiem, że jest duży - tłumaczyła dysząc - Ja też nie
jestem mała...
Na chwilę przestał ją lizać. Jego oddech palił jej ciało. Spojrzał jej w oczy.
- Zrobimy to powoli - szepnął.
Podniósł się w górę i uchwycił jej biodra. Aldona chwyciła rozpalonego penisa. Powoli siadała na nim,
opadając coraz niżej. Nie czuła bólu, jedynie jakąś dziwną rozrywającą jej podbrzusze rozkosz.
Właściwie to nie była rozkosz. To była szaleństwo. Bezmierne, barbarzyńskie upojenie. Ryszard
patrzył na nią z nieokiełznaną radością. Poczuł jej pośladki na swoich kolanach. Jego kutas
wszedł cały! Jeszcze nigdy nie udała mu się ta sztuka. Zawsze ból rozrywał mu jaja, kiedy...
Nie chciał o tym myśleć. Uniósł lekko Aldonę, a ona znów usiadła. Teraz zrobiła to szybciej. Wtopił
się ustami w jej piersi. Całował ją namiętnie, jednocześnie pomagając jej się unosić. Dziewczyna
opadała sama. Jego nogi drżały, kiedy piczka Aldony przyjmowała go coraz szybciej. Nagle spazm
rozdarł jego ciało. Przeszedł od lędźwi i lotem błyskawicy dotarł do mózgu. Nigdy nie czuł tak
potężnej rozkoszy. Nigdy, żadna kobieta nie miała go w całości w sobie. Aldona przycisnęła go do
piersi, a... on się rozpłakał. Gorące łzy zalały jej spocone ciało, a ona tuliła go wciąż siedząc
na jego członku.
Carrie
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|