o stronie napisz do nas nasze opowiadania z dziennika Amelii opowiadania głosowe linki





słowa są zbędne you can leave your hat on przelotna znajomość rzeczywiste marzenia zaskakujący świat deszczowy dzień tajemniczy japończyk szalony pomysł wierzba płacząca spotkanie w parku złota plaża gorący dzień świeży towar niesamowity bal drapieżnik i ofiara piąta rocznica ślubu autobus w podróży
Lekki wietrzyk wpadł przez szeroko otwarte okno, niosąc ze sobą dławiący odór spalin i krzyk rozbrykanych dzieci z podwórza. Janusz zbliżył się do parapetu, wychylając głowę na zewnątrz.
- Zamknijcie się wreszcie smarki pieprzone! - krzyknął do wrzeszczącej grupki nastolatków.
- Bo co?! - odszczeknął mu agresywnie największy z wyrostków osiedlowej czeredy.
Mężczyzna przetarł czoło z potu i warknął nieprzyjemnie.
- Bo zejdę tam smarze wredny i wsadzę ci to jajko w gębę! - zamachnął się i rzucił w chłopaka kurzym jajem.
Młodzik uchylił się zgrabnie. Owalny pocisk świsnął mu nad głową, po czym rozbił się z mlaskiem na czerwonym dachu zaparkowanego przy bloku opla. Krótko po tym, chóralny śmiech uderzył Janusza w uszy. Mężczyzna zacisnął zęby i zmrużył ze złością oczy.
- Dostanę cię młokosie! - syknął do siebie - Pewnego dnia cię dostanę...
Szarpnął futryną zamykając z brzękiem okno mieszkania. Dotkliwy upał tego lata niszczył go fizycznie i psychicznie. Teraz jeszcze musiał smażyć się w tej cholernej, maleńkiej kuchence jego kawalerki.
- Bo nawet kurwa, okna nie można otworzyć! - pogroził w powietrzu pięścią, oddalając się od jedynego źródła świeżego powietrza.
Przynajmniej okno stwarzało takie wrażenie, choć na zewnątrz upał dotkliwie dawał się wszystkim we znaki i wcale nie było chłodniej. Janusz podrzucił naleśnik w górę, a on zgrabnie wykonał salto w powietrzu i opadł idealnie na rozgrzaną patelnię. Mężczyzna sięgnął po ścierkę i znów otarł zalewane nieustannie potem czoło. Westchnął głęboko. Jego obiad nic sobie nie robił z upału, podskakując wesoło na rozgrzanym oleju. Gorąca para biła w górę, nagrzewając kuchnię mężczyzny do temperatury sauny. Przeźroczysty, ciemny dymek zaczął unosić się z naleśnika. Janusz odstawił patelnię, a drugą ręką przemieszał gotujące się jarzyny. Z jego ust popłynęła melodia.
- "Czerwone maki na Monte Cassino.." - zaśpiewał przeciągle, mieszając intensywnie przewracające się w niewielkim rondlu jarzyny - "Zamiast rosy piły polską krew. Po tych makach szedł żołnierz i ginął..."
Nagły, natarczywy dźwięk telefonu wyrwał go z zamyślenia i bezpardonowo przerwał jego solowy występ. Mężczyzna zaklął pod nosem i odstawił rondel z ognia. Wytarł dłonie w niebieski fartuszek, po czym szybkim krokiem ruszył do pokoju.
- No! - warknął do słuchawki, ocierając twarz końcem niebieskiego fartucha.
- Jasiu..?
W tej chwili Janusz usłyszał ironiczny chichot. Błyskawicznie rozpoznał cienki, mutujący głos nastolatka. Pomimo narastającego w nim rozdrażnienia, sam zdziwił się spokojnym tonem swojego głosu.
- Posłuchaj, wypierdku osiedlowej kurwy - zaczął cicho - Nie chcę cię straszyć, ale teraz przegiąłeś - rzucił słuchawkę na widełki i zrywając fartuszek z bioder ruszył do wyjścia. Zatrzymał się w korytarzu. Jego dłoń nacisnęła klamkę, a wzrok na moment zawisł na tapicerowanych drzwiach. Pokręcił głową, po czym wycofał się do kuchni.
- Nie warto - szepnął, stawiając jarzyny z powrotem na ogniu - Nie warto...
Zaczął intensywnie mieszać wystudzoną już potrawkę. Jego kuchnia była pełna pary i nagromadzonego dymu. Nie otworzył okna. Dla niego już nie było takiej potrzeby. Nie miał zamiaru denerwować się , ani szarpać z osiedlowymi smarkami. Otworzył lodówkę i wyciągnął trzy jajka. Rozbił je do miseczki, zgrabnie oddzielając żółtka od białek. Szarpnął szufladę kredensu i wyciągnął niewielką, walcowatą trzepaczkę do jajek. Uniósł ją do poziomu oczu, przyglądając się jej a ciekawością. Tyle razy widział to małe urządzenie, ale teraz... spojrzał na nie z zupełnie innej strony. Szalony pomysł wdarł się w jego świadomość. Janusz uśmiechnął się do siebie, po czym jakby automatycznie, drugą ręką rozpiął rozporek. To, co zaświtało w jego samotnym umyśle z początku rozbawiło go, później, zmusiło do konkretnych przemyśleń. Janusz zawsze był samotnikiem. Nawet, jeśli jakaś kobieta zwróciła na niego uwagę, to jedynie dlatego, iż był świetnym kucharzem. Kuchnia nie miała dla niego żadnych tajemnic, a jeśli takowe się nagle znalazły, mężczyzna szybko je rozwiązywał. Kuchnia, to był jego żywioł, to było jego życie i jego królestwo. Jednocześnie, ilekroć jakaś kobieta wpadła mu w oko, najpierw próbował zafascynować ją swoimi umiejętnościami. Być może... to był błąd. Nie miał złudzeń. Kuchnie są domeną kobiet, a on nigdy nie pozwalał żadnej wejść do jego przybytku.
Teraz stał nieruchomo obok kredensu, a jego wzrok uważnie lustrował niewielkie, zmyślne i bardzo przydatne w kuchni, urządzenie. Drewniana, gładko wypolerowana rączka, do której przytwierdzono spiralnie skręcony, sprężysty drut zwinięty w walec i minimalnie rozszerzony na końcu, to właśnie trzepaczka do jajek. Janusz wielokrotnie używał tego narzędzia, ale to właśnie dziś postanowił wypróbować go w inny sposób. Pomyślał, że jest jak... przeźroczysta cipka z chłonnym, głębokim i szerokim wnętrzem. Jest wprawdzie bardzo sucha, ale nie otrze mu kutasa, bo wilgoci wystarczy z jego organizmu. No i... wcale nie musi się do niej umizgiwać.
Uśmiechnął się i polizał sprężysty drucik. "Cipeczka" była prężna i ochotna. Wręcz zapraszała go do swojego wnętrza. Mężczyzna spojrzał w dół. Z jego rozporka wystawał gruby niczym puszka piwa, kutas. Nie był zbyt długi, za to objętością mógłby startować w konkursie fiutów, jeśli taki konkurs kiedykolwiek zostałby zorganizowany. Pogrzebał w spodniach i wyciągnął na wierzch również jaja. Popieścił je palcami i poruszał skórą fiuta. Wciągnął głęboko powietrze i zasyczał z rozkoszy. Już dawno jego rozbójnik nie penetrował żadnej dziurki, więc prawie natychmiast stanął w gotowości bojowej, odpychając swojego właściciela od kuchennego kredensu. Mężczyzna cofnął się kilka kroków i usiadł na niewielkim, kuchennym taborecie. Przeźroczysta cipka dumnie wznosiła się w jego ręce, czekając tylko by usidlić kutasa w swoim drucianym więzieniu. Janusz przejechał palcami wokół napletka i znów naciągnął skórę. Spojrzał na grubaska, mrużąc rozpalone podnieceniem oczy. Głęboki oddech podniósł jego tors, a usta otwarły się w niemym krzyku. Facet nałożył na kutasa trzepaczkę do jajek i zatoczył nią kółko. Cienki, sprężysty drucik złapał jego chuja w swoje chłodne kleszcze, wywołując u mężczyzny dreszcze. Zaczął poruszać trzepaczką wolnymi, posuwistymi ruchami, zataczając jednocześnie kółka i dobijając żołądź do drewnianego trzonka. Jego gruby kutas doskonale dopasował się do walcowatego urządzenia, a lekko rozszerzona końcówka trzepaczki sprawiała, że masowane było również jego nabrzmiałe, mocno owłosione jaja. Janusz jęczał z podniecenia, a prędkość trzepaczki znacznie wzrosła. Skóra na fiucie marszczyła się i prostowała. Wielki, ciemno-czerwony czubek kutasa ściskany był w najwęższym miejscu przeźroczystej cipy. Mężczyzna, co kilka uderzeń wykonywał okrężne ruchy pamiętając, że najlepiej ubite białka, trzeba nie tyko uderzać, ale i mieszać.
- O kurwa..! - jęknął, uderzając głową o betonową ścianę.
Gruby chuj Janusza pocił się pod silnymi, zachłannymi uderzeniami i w końcu zalał się fontanną spermy. Facet dyszał ciężko, jakby właśnie przewalił wagon węgla. Jego ręka wciąż trzymała kurczowo przeźroczystą cipę i wolno, oraz już delikatnie posuwała zmaltretowanego, grubego fiuta. Gość spojrzał na swojego grubaska.
- To się nazywa... dobrze ubita piana... - szepnął i zamknął oczy.
Carrie

dodaj komentarz do opowiadania
- opinie o serwisie
- wasze komentarze
- fantazje erotyczne
- erotyczny blog
- najczęściej czytane
- najpopularniejsze
- najnowsze teksty
- część pierwsza
- część druga
- część trzecia
- ostre świństewka