


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Lekki wietrzyk wpadł przez szeroko otwarte okno, niosąc ze sobą dławiący odór spalin i
krzyk rozbrykanych dzieci z podwórza. Janusz zbliżył się do parapetu, wychylając głowę na zewnątrz.
- Zamknijcie się wreszcie smarki pieprzone! - krzyknął do wrzeszczącej grupki nastolatków.
- Bo co?! - odszczeknął mu agresywnie największy z wyrostków osiedlowej czeredy.
Mężczyzna przetarł czoło z potu i warknął nieprzyjemnie.
- Bo zejdę tam smarze wredny i wsadzę ci to jajko w gębę! - zamachnął się i rzucił w chłopaka kurzym
jajem.
Młodzik uchylił się zgrabnie. Owalny pocisk świsnął mu nad głową, po czym rozbił się z mlaskiem na czerwonym
dachu zaparkowanego przy bloku opla. Krótko po tym, chóralny śmiech uderzył Janusza w uszy. Mężczyzna zacisnął
zęby i zmrużył ze złością oczy.
- Dostanę cię młokosie! - syknął do siebie - Pewnego dnia cię dostanę...
Szarpnął futryną zamykając z brzękiem okno mieszkania. Dotkliwy upał tego lata niszczył go fizycznie i
psychicznie. Teraz jeszcze musiał smażyć się w tej cholernej, maleńkiej kuchence jego kawalerki.
- Bo nawet kurwa, okna nie można otworzyć! - pogroził w powietrzu pięścią, oddalając się od jedynego
źródła świeżego powietrza.
Przynajmniej okno stwarzało takie wrażenie, choć na zewnątrz upał dotkliwie dawał się wszystkim we
znaki i wcale nie było chłodniej. Janusz podrzucił naleśnik w górę, a on zgrabnie wykonał salto w
powietrzu i opadł idealnie na rozgrzaną patelnię. Mężczyzna sięgnął po ścierkę i znów otarł zalewane
nieustannie potem czoło. Westchnął głęboko. Jego obiad nic sobie nie robił z upału, podskakując wesoło
na rozgrzanym oleju. Gorąca para biła w górę, nagrzewając kuchnię mężczyzny do temperatury sauny.
Przeźroczysty, ciemny dymek zaczął unosić się z naleśnika. Janusz odstawił patelnię, a drugą ręką
przemieszał gotujące się jarzyny. Z jego ust popłynęła melodia.
- "Czerwone maki na Monte Cassino.." - zaśpiewał przeciągle, mieszając intensywnie przewracające się w
niewielkim rondlu jarzyny - "Zamiast rosy piły polską krew. Po tych makach szedł żołnierz i ginął..."
Nagły, natarczywy dźwięk telefonu wyrwał go z zamyślenia i bezpardonowo przerwał jego solowy występ.
Mężczyzna zaklął pod nosem i odstawił rondel z ognia. Wytarł dłonie w niebieski fartuszek, po czym
szybkim krokiem ruszył do pokoju.
- No! - warknął do słuchawki, ocierając twarz końcem niebieskiego fartucha.
- Jasiu..?
W tej chwili Janusz usłyszał ironiczny chichot. Błyskawicznie rozpoznał cienki, mutujący głos nastolatka.
Pomimo narastającego w nim rozdrażnienia, sam zdziwił się spokojnym tonem swojego głosu.
- Posłuchaj, wypierdku osiedlowej kurwy - zaczął cicho - Nie chcę cię straszyć, ale teraz przegiąłeś -
rzucił słuchawkę na widełki i zrywając fartuszek z bioder ruszył do wyjścia. Zatrzymał się w korytarzu.
Jego dłoń nacisnęła klamkę, a wzrok na moment zawisł na tapicerowanych drzwiach. Pokręcił głową, po
czym wycofał się do kuchni.
- Nie warto - szepnął, stawiając jarzyny z powrotem na ogniu - Nie warto...
Zaczął intensywnie mieszać wystudzoną już potrawkę. Jego kuchnia była pełna pary i nagromadzonego dymu.
Nie otworzył okna. Dla niego już nie było takiej potrzeby. Nie miał zamiaru denerwować się , ani szarpać
z osiedlowymi smarkami. Otworzył lodówkę i wyciągnął trzy jajka. Rozbił je do miseczki, zgrabnie
oddzielając żółtka od białek. Szarpnął szufladę kredensu i wyciągnął niewielką, walcowatą trzepaczkę
do jajek. Uniósł ją do poziomu oczu, przyglądając się jej a ciekawością. Tyle razy widział to małe
urządzenie, ale teraz... spojrzał na nie z zupełnie innej strony. Szalony pomysł wdarł się w jego
świadomość. Janusz uśmiechnął się do siebie, po czym jakby automatycznie, drugą ręką rozpiął rozporek.
To, co zaświtało w jego samotnym umyśle z początku rozbawiło go, później, zmusiło do konkretnych
przemyśleń. Janusz zawsze był samotnikiem. Nawet, jeśli jakaś kobieta zwróciła na niego uwagę, to
jedynie dlatego, iż był świetnym kucharzem. Kuchnia nie miała dla niego żadnych tajemnic, a jeśli
takowe się nagle znalazły, mężczyzna szybko je rozwiązywał. Kuchnia, to był jego żywioł, to było jego
życie i jego królestwo. Jednocześnie, ilekroć jakaś kobieta wpadła mu w oko, najpierw próbował
zafascynować ją swoimi umiejętnościami. Być może... to był błąd. Nie miał złudzeń. Kuchnie są
domeną kobiet, a on nigdy nie pozwalał żadnej wejść do jego przybytku.
Teraz stał nieruchomo obok kredensu, a jego wzrok uważnie lustrował niewielkie, zmyślne i bardzo
przydatne w kuchni, urządzenie. Drewniana, gładko wypolerowana rączka, do której przytwierdzono
spiralnie skręcony, sprężysty drut zwinięty w walec i minimalnie rozszerzony na końcu, to właśnie
trzepaczka do jajek. Janusz wielokrotnie używał tego narzędzia, ale to właśnie dziś postanowił
wypróbować go w inny sposób. Pomyślał, że jest jak... przeźroczysta cipka z chłonnym, głębokim i
szerokim wnętrzem. Jest wprawdzie bardzo sucha, ale nie otrze mu kutasa, bo wilgoci wystarczy z
jego organizmu. No i... wcale nie musi się do niej umizgiwać.
Uśmiechnął się i polizał sprężysty drucik. "Cipeczka" była prężna i ochotna. Wręcz zapraszała go do
swojego wnętrza. Mężczyzna spojrzał w dół. Z jego rozporka wystawał gruby niczym puszka piwa, kutas.
Nie był zbyt długi, za to objętością mógłby startować w konkursie fiutów, jeśli taki konkurs
kiedykolwiek zostałby zorganizowany. Pogrzebał w spodniach i wyciągnął na wierzch również jaja.
Popieścił je palcami i poruszał skórą fiuta. Wciągnął głęboko powietrze i zasyczał z rozkoszy. Już
dawno jego rozbójnik nie penetrował żadnej dziurki, więc prawie natychmiast stanął w gotowości bojowej,
odpychając swojego właściciela od kuchennego kredensu. Mężczyzna cofnął się kilka kroków i usiadł na
niewielkim, kuchennym taborecie. Przeźroczysta cipka dumnie wznosiła się w jego ręce, czekając tylko
by usidlić kutasa w swoim drucianym więzieniu. Janusz przejechał palcami wokół napletka i znów naciągnął
skórę. Spojrzał na grubaska, mrużąc rozpalone podnieceniem oczy. Głęboki oddech podniósł jego tors, a
usta otwarły się w niemym krzyku. Facet nałożył na kutasa trzepaczkę do jajek i zatoczył nią kółko.
Cienki, sprężysty drucik złapał jego chuja w swoje chłodne kleszcze, wywołując u mężczyzny dreszcze.
Zaczął poruszać trzepaczką wolnymi, posuwistymi ruchami, zataczając jednocześnie kółka i dobijając
żołądź do drewnianego trzonka. Jego gruby kutas doskonale dopasował się do walcowatego urządzenia, a
lekko rozszerzona końcówka trzepaczki sprawiała, że masowane było również jego nabrzmiałe, mocno
owłosione jaja. Janusz jęczał z podniecenia, a prędkość trzepaczki znacznie wzrosła. Skóra na fiucie
marszczyła się i prostowała. Wielki, ciemno-czerwony czubek kutasa ściskany był w najwęższym miejscu
przeźroczystej cipy. Mężczyzna, co kilka uderzeń wykonywał okrężne ruchy pamiętając, że najlepiej ubite
białka, trzeba nie tyko uderzać, ale i mieszać.
- O kurwa..! - jęknął, uderzając głową o betonową ścianę.
Gruby chuj Janusza pocił się pod silnymi, zachłannymi uderzeniami i w końcu zalał się fontanną spermy.
Facet dyszał ciężko, jakby właśnie przewalił wagon węgla. Jego ręka wciąż trzymała kurczowo
przeźroczystą cipę i wolno, oraz już delikatnie posuwała zmaltretowanego, grubego fiuta. Gość
spojrzał na swojego grubaska.
- To się nazywa... dobrze ubita piana... - szepnął i zamknął oczy.
Carrie
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|