


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Ten wieczór miał być uroczysty. To była nasza piąta rocznica ślubu i postanowiliśmy z żoną uczcić ją kolacją w ekskluzywnej restauracji. Już tydzień wcześniej zarezerwowaliśmy miejsce i teraz
właśnie siedzieliśmy przy stoliku popijając winko i czekając na zamówione danie, którego nazwy nawet nie potrafię dobrze wymówić. Dookoła panował półmrok, leciała nastrojowa muzyka i praktycznie przy
każdym stoliku siedziała jakaś para szepcząca coś do siebie i patrząca sobie w oczy. Eleganccy kelnerzy dyskretnie przyjmowali zamówienia starając się jak najmniej przeszkadzać gościom. Byliśmy jedną z takich
par. Kelner właśnie przyniósł zamówione danie, które bardziej przypominało przekąskę niż kolację, po czym ukłonił się grzecznie i odszedł. Zaczęliśmy jeść.
- Całkiem niezłe - odezwała się moja żona - chociaż żeby tym można było się najeść, to nie powiem. - Bo i restauracja raczej nie jest z tych, do których przychodzi się na jedzenie. - odparłem.
- Fakt, to im trzeba przyznać, jest tu całkiem miło i sympatycznie, warto było przyjść. - Trochę nudno jednak. Mogłyby być jakieś rozrywki, w końcu to dosyć drogi lokal.
- Ale i zbyt ekskluzywny na takie rzeczy. Myślę jednak, że znajdę sposób, abyś się za bardzo nie wynudził podczas naszej wspólnej kolacji.
- Co masz na myśli? - Zobaczysz - odparła uśmiechając się tajemniczo, po czym powróciliśmy do jedzenia.
Nie musiałem długo czekać, by przekonać się o co chodziło mojej żonie. Zdążyłem zaledwie przełknąć kilka kęsów z talerza, gdy poczułem pod stolikiem jej bosą stopę, ocierającą się o moją nogę. Na początku były
to delikatne muśnięcia w okolicach kostki, po czym powoli i delikatnie jej stopa zaczęła wędrować w kierunku mojego krocza. Gdy przesuwała się po moim udzie poczułem delikatne podniecenie. Nie dałem
jednak niczego po sobie poznać i czekałem na rozwój wypadków. Iwonka dotarła już do mojego krocza i zaczęła mnie tam delikatnie masować palcami stopy, przyprawiając o coraz większe podniecenie. Czułem jak
mój kutas twardnieje, nie mogąc oprzeć się jej pieszczotom. Iwona pieściła mnie tak przez dłuższy czas, aż doszedłem do momentu, w którym nie dało się już utrzymać mojego penisa w spodniach. Sięgnąłem więc
tam ręką i rozsunąłem rozporek. Mój kutas wyskoczył jak na sprężynie, co dało mojej żonie jeszcze większe pole do popisu. Pieściła mojego penisa swoją stopą, przesuwając nią w górę i w dół oraz masując
co chwila palcami jego główkę. To było niesamowite - świadomość, że ktoś może się czegoś domyśleć dodawała pewnego dreszczyku. Żona z uśmiechem patrzyła jak staram się ukryć moje „wzruszenie”
i kontynuowała zabawę. W pewnej chwili poczułem w okolicach mojego krocza.... drugą stopę żony. Ponieważ jednak Iwonka musiała utrzymać równowagę siedząc na swoim krześle, po prostu oparła obie nogi na moim
kroczu, oplatając nimi jednocześnie podstawę penisa.

- Poczekaj chwilę, nie dochodź jeszcze.
To powiedziawszy pochyliła się tak, jakby podnosiła coś, co jej właśnie upadło na podłogę i...zniknęła pod stolikiem! Za to ja poczułem na swoim penisie jej usta i już nie dałem rady dłużej się powstrzymywać
- wystrzeliłem całym nagromadzonym ładunkiem spermy wprost do buzi mojej żony. Iwonka po chwili pojawiła się z powrotem na swoim krześle, dyskretnie wycierając usta serwetką. Mrugnęła do mnie znacząco okiem, a
ja podziękowałem jej delikatnym uśmiechem. Zasunąłem rozporek i powróciliśmy do jedzenia. Zastanawiałem się jednak, jak mogę się żonie odwdzięczyć w podobny sposób, tak aby nikt tego nie zauważył. Okazało się
jednak, że żona pomyślała o wszystkim i rozwiązanie było banalnie proste. Usłyszałem tylko:
- Zamierzam pójść do łazienki, odświeżyć się. Potowarzyszysz mi?
To mówiąc uśmiechnęła się szelmowsko. Wstałem, odsunąłem żonie krzesło i jak gdybym ją odprowadzał do łazienki poszliśmy do damskiej toalety. Na szczęście nie było tam nikogo, co dawało nam duże pole do
popisu. Weszliśmy do jednej z kabin, upewniając się że zamknęliśmy za sobą dobrze drzwi. Ponieważ w każdej chwili mógł ktoś wejść i domyśleć się sytuacji, postanowiliśmy nie tracić czasu. Iwonka usiadła
na brzegu sedesu, podciągając kusą spódniczkę. Dopiero wtedy zauważyłem, że...
 brzęczeniem wibratora. Jak można się było
domyśleć, na efekt nie trzeba było długo czekać. Orgazm był tak duży, że zanim Iwonka przyszła do siebie upłynęło dobre kilkadziesiąt sekund.
Ogarnęliśmy się szybko, żona schowała z powrotem wibratorek do torebki, poprawiła spódniczkę i wyszliśmy z kabiny. Przy wyjściu z łazienki minęliśmy w drzwiach jakąś
kobietę, która spojrzała na nas nieco dziwnie i której ukłoniliśmy się uprzejmie. Wróciliśmy do stolika jak gdyby nigdy nic by kontynuować kolację. Zjedliśmy ją rozmawiając o niczym i uśmiechając się do
siebie od czasu do czasu znacząco. Po kolacji wzięliśmy taksówkę i wróciliśmy do domu, gdzie przed snem zaliczyliśmy jeszcze klasyczny seksik na dobranoc.
P.S. Jak widać moja żona nie przestaje mnie zaskakiwać nawet kilka lat po ślubie. Jest moim szczęściem i najwspanialszą rzeczą jaką mogła mi się przytrafić w życiu. Każdemu życzę takiej towarzyszki życia.
Tymoteusz
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|