o stronie napisz do nas nasze opowiadania z dziennika Amelii opowiadania głosowe linki





słowa są zbędne you can leave your hat on przelotna znajomość rzeczywiste marzenia zaskakujący świat deszczowy dzień tajemniczy japończyk szalony pomysł wierzba płacząca spotkanie w parku złota plaża gorący dzień świeży towar niesamowity bal drapieżnik i ofiara piąta rocznica ślubu autobus w podróży
Młody, wysoki mężczyzna szedł powoli ciemną, opuszczoną o tej porze alejką miejskiego parku. Po bokach wąskiego asfaltu, co kilka metrów ustawiono czarne, metalowe lampy. Nie wszystkie świeciły. Zaledwie co trzecia, czwarta. Ale to nie było ważne. Mężczyzna chodził tędy co wieczór, wypatrując pracownic miejskiego przybytku grzechu. Mimo ciężkich, wojskowych butów, jego kroki były zadziwiająco ciche.
- Matka Klara mówiła - mruczał pod nosem - Będą zjawiać się jak wilki przebrane w skóry jagniąt i będą pożerać wasze niewinne dusze..!
Zacisnął mocno dłonie w kieszeniach spodni. Poczuł lepkość między palcami. Wyciągnął rękę i zbliżył ją do twarzy. Obwąchał dokładnie, po czym przejechał językiem wzdłuż nadgarstka. Ręka miała smak krwi. Wyszczerzył zęby jak zwierzę. Jego druga dłoń błyskawicznie powędrowała w kierunku rozporka. Palce rozsunęły zamek i wślizgnęły się pod cienkie, luźne bokserki. Zasyczał z rozkoszy. Nie przerywając marszu, zaczął poruszać dłonią. Jego spodnie, to wznosiły się, to opadały. Wydając wciąż dźwięki seksualnej zadyszki, zatrzymał się przy szarej, odrapanej ławce, po czym usiadł na niej w rozkroku. Odchylił głowę do tyłu, szeroko otwierając oczy. Zobaczył głęboką, czarną przestrzeń, upstrzoną pulsującymi, srebrnymi diamentami.
- To moje... - szepnął, nie przestając wciąż gładzić swego członka.
Jego dłoń luźno przesuwała rozgrzaną skórę od nasady, aż po czubek penisa, a z gardła wydobywały się głuche, stłumione dźwięki.
- Pomóc ci..?
Cienki, piskliwy głosik zaskoczył go tak nagle, jak kiedyś zaskakiwał go głos matki Klary, ilekroć zabawiał się sam ze sobą. Zawsze potrafiła najść go w najmniej sprzyjającym dla niego momencie. Siadała potem rozkrokiem na jego nogach i dysząc ciężko, zaspokajała własne żądze nie pytając go o zdanie. Potem, lizała jego ciało, szczególną uwagą darząc penisa. Nigdy nie pozwoliła, by za wcześnie był miękki i sflaczały. Nawet wtedy, gdy biała, gęsta lepkość spłynęła już po jej dojrzałej twarzy. Wystarczyło kilkadziesiąt sekund, aby jego członek znów wznosił się prężnie, niczym pięść Herkulesa. Matka Klara miała swoje tajemnice i w tej materii potrafiła zdziałać cuda. Chwytając delikatnie zębami za opadłą żołądź, wbijała koniec cienkiego języka w sam jego środek, pieszcząc jednocześnie wskazującym palcem sekretne miejsce pomiędzy odbytem, a wewnętrzną częścią moszny. Ten maleńki odcinek jego ciała wyzwalał w nim gorączkę żądzy tak potężną, że czuł prawie jak rozkosz pali komórki jego mózgu, wyzwalając energię umierającej gwiazdy. Wierzył, iż jest jak owa gwiazda, która w ostatnim swoim tchnieniu wyrzuca w przestrzeń miliony ton... spermy.
Zaraz potem, siadała na jego rozognionej, nieprzytomnej z rozkoszy twarzy, trąc łechtaczką po jego zębach. On z kolei, wciągał ją jak kluskę makaronu, penetrując jednocześnie jej szparkę długim, zakrzywionym nosem. Nie raz zastanawiał się, jak udawała mu się ta sztuka. Jednak matka Klara jęczała z rozkoszy, przekrzykując nawet jego grube, przyduszone pomruki. Tak było, odkąd skończył 16 lat, a matka Klara uznała, że jest wystarczająco dorosły, by spełniać jej życzenia. Wiele się przy niej nauczył i wiedział, że jest w tej materii ekspertem.
- Hej! Przystojniaku! Żyjesz?
Znów usłyszał ten cienki, piskliwy głosik. Wyprostował głowę i spojrzał w jego kierunku. Jego dłoń w spodniach zatrzymała się. Zobaczył przed sobą skąpo ubraną dziewczynę w wysokich butach na obcasie, mini spódniczce, oraz w agresywnym makijażu. Jej obfite piersi wprost wylewały się z przyciasnej bluzeczki.
- Słyszysz mnie? Zapytałam czy ci pomóc? - wydęła obfite, czerwone wargi, jednocześnie wysuwając zalotnie koniec języka.
Adam wyciągnął rękę z rozporka, odpiął spodnie i wyciągnął na zewnątrz sterczącego penisa. Uśmiechnął się. W mdłym blasku rzadko świecących, parkowych lamp, jego usta skrzywiły się niebezpiecznie, ukazując białe, górne zęby.
- Jeśli potrafisz? - mruknął spokojnie, stawiając penisa na sztorc i wzruszając bezładnie ramionami.
Dziewczyna zmrużyła oczy. Rozglądnęła się powoli w obie strony sprawdzając, czy aby nikt nie nadchodzi, po czym rzuciła torebkę pod jego stopy.
- Stówa za obciąganie i druga za pieprzenie - zastrzegła rzetelnie.
- W porządku - zgodził się, wciąż trzymając prawą dłonią swój nabrzmiały penis.
Lewą wykonał zapraszający gest.
Dziewczyna uklęknęła między jego nogami i zabrała się do roboty. Nie bawiła się ceregiele. Jej usta od razu poczęły przesuwać się po jego członku. Głowa podskakiwała, a krótkie, rude włosy to wznosiły się, to opadały, na moment tylko łapiąc księżycową poświatę.
Adam wcale nie był zadowolony. Wręcz przeciwnie. Matka Klara nigdy by tak nie zrobiła. Jej usta - mimo że przeżyły swoje - były delikatne i zarazem penetrujące, niczym usta... właśnie matki Klary. Dla nich nie było porównania...
W przypływie złości chwycił dziewczynę za włosy i zaczął dociskać jej głowę. Jego ciało było napięte, a oczy zmrużone jak u dzikiego zwierza.
Dziewczyna zajęczała.
- Mocniej! - zasyczał, dobijając jej głowę tak, że aż broda uderzała o jego twarde lędźwie.
Przez chwilę poczuła się zagrożona, choć przecież niejednokrotnie miała do czynienie z gorszymi typami. Ten tutaj... wyglądał tak niewinnie.
Ścisnęła mocniej szczęki i wtedy on puścił jej głowę, która teraz poruszała się w niewiarygodnym tempie. Mężczyzna zaczął głośno dyszeć. Przyjęła to, jako zbliżający się orgazm. Nagle, zatrzymała się i odskoczyła do tyłu, patrząc na niego dzikim, triumfujący wzrokiem.
- Co do kurwy...!? - Adam zająknął się i prawie wstrzymał oddech.
- Stówa! - powiedziała drżąc.
- Teraz?!? - jego głos był żałosny.
- A co? Nie podoba się? To sam skończ!
Na moment zapadła głucha cisza. Jego penis sterczał nabrzmiały, jak oskarżenie. Szybko wyszarpnął z kieszeni 200 złotowy banknot, zerwał się z parkowej ławki i wcisnął jej do ust.
- Odwróć się!
Przechylił ją i zerwał z niej koronkowe majtki. Zaatakował z ogromnym impetem, by po chwili osunąć się z powrotem na ową odrapaną, alejową ławkę, z ciężką zadyszką.
Dziewczyna stała chwilę pochylona, również nie mogąc złapać oddechu. Jego pchnięcie było mocne i zaskakujące. Chwilę myślała, że jego penis dotknął prawie jej przepony, tylko jakże mogłaby to przeżyć? Ten facet miał ogień w spodniach...
Powoli podniosła się, niezgrabnie naciągnęła majtki i podniosła torebkę. Potem nie patrząc na niego, szepnęła na odchodne.
- Gdybyś kiedyś... no wiesz - zrobiła nieokreślony ruch dłonią - Będę tu...
Po czym zniknęła w ciemnościach tak szybko, jak się pojawiła.
Adam odchylił głowę do tyłu i znów ujrzał tę głęboką, czarną przestrzeń, zamykającą się wokół niego.
- Szkoda, że matka Klara nie żyje... - szepnął.
Carrie

dodaj komentarz do opowiadania
- opinie o serwisie
- wasze komentarze
- fantazje erotyczne
- erotyczny blog
- najczęściej czytane
- najpopularniejsze
- najnowsze teksty
- część pierwsza
- część druga
- część trzecia
- ostre świństewka