o stronie napisz do nas nasze opowiadania z dziennika Amelii opowiadania głosowe linki





słowa są zbędne you can leave your hat on przelotna znajomość rzeczywiste marzenia zaskakujący świat deszczowy dzień tajemniczy japończyk szalony pomysł wierzba płacząca spotkanie w parku złota plaża gorący dzień świeży towar niesamowity bal drapieżnik i ofiara piąta rocznica ślubu autobus w podróży
- Monika! - gruby głos starszej kobiety zabrzmiał łomotem po wielkim hangarze miejskiej hurtowni.
Puszysta babka niespodziewanie zwinnie poruszała się między wysokimi regałami, a jej szeroki, niebieski chałat, poruszał połami, niczym ptak skrzydłami.
- Gdzie podziała się znów ta młoda wywłoka? - warknęła cicho pod nosem - Muszę zaglądnąć do kantorka. Pewnie znów obmacuje się z Markiem!
Prawie przebiegła między regałami z mineralną. Potem ostry zakręt i metalowe drzwi niewielkiego kantorka stanęły przed jej oczami. Teraz już cicho i powoli podeszła do drzwi. Przyłożyła ucho i wsłuchała się w ewentualne odgłosy pomieszczenia. Starała się wyłapać jakieś jęki, czy szepty, ale w kantorku było zupełnie cicho. Delikatnie nacisnęła klamkę. Drzwi odblokowane z małego zatrzasku, momentalnie ustąpiły. Przesunęła je lekko i zajrzała do środka. Wewnątrz panowała zupełna cisza. Dostrzegła faktury porozrzucane w nieładzie na biurku, oraz zasłonięte grubymi kotarami okno.
- Co do kurwy! - wtoczyła swoje wielkie ciało do niewielkiego pomieszczenie - Przecież rano je odsłaniałam!
Szarpnęła zasłony, a wtedy jasne promienie słońca wpadły do ponurego kantorka. Rozglądnęła się wkoło. No tak. Tu jej nie było na pewno. Nie miałaby gdzie się schować. Pomieszczenie miało niewiele ponad dwa metry szerokości i cztery długości. Żadnych zakamarków. Żadnych schowków. Tylko małe biurko, stojące pod oknem i drewniane krzesło. Nie było nawet komputera, za który mogłaby się schować Monika. Kobieta uśmiechnęła się.
- Taki przecinek, jak ona - szepnęła do siebie - Mógłby się z powodzeniem schować za 17 calowy monitorem...
Pokiwała głową i wyszła na halę hurtowni. Wzdłuż regałów uginających się pod naporem różnego rodzaju napojów, szedł w jej kierunku młody, wysoki mężczyzna. Ręce miał schowane w kieszeniach szerokich spodni, utrzymujących się na jego ciele tylko za sprawą szelek. W innym wypadku spadłyby z niego, a wtedy...
Kobieta oblizała się na myśl, co też mogłaby zobaczyć, gdyby nie te cholerne szelki. Zapewne miał tam wielkiego i wytrzymałego wojownika, który mógłby dogodzić jej szerokiej, przepastnej cipie, gdyby... tylko chciał. Nie okłamywała się. Na pewno nie chciał jej, pięćdziesięcioletniej starej panny i na dodatek z takim tyłkiem! To nie jej wina! Kiedyś też była szczupła, jak dziś Monika. Co z tego? Wtedy to ona wybierała facetów do czasu, aż w końcu wybór się skończył i zabrakło nawet tych, których odrzucała na sam widok. To przecież nie jej wina, skoro trafiali się jej sami nieudacznicy!
- Pani Leno!
Młody mężczyzna zbliżał się do niej, a ona patrzyła tylko w jedno miejsce na jego ciele.
- Widziała pani Monikę?
"No właśnie szukam tej małej zdziry!" - pomyślała.
- Nie - odpowiedziała głośno - Właśnie jej szukam...
Rozkoszny wzgórek pomiędzy nogami mężczyzny, ciągle się zbliżał. Był, jak świeży towar, dopiero co sprowadzony do hurtowni.
- Może ty ją widziałeś ostatnio? - zapytała z wyrzutem w głosie.
Marek przyglądnął się jej z lekkim niedowierzaniem. Coś tłukło mu się po głowie, ale wydawało się to zbyt absurdalne, by mogło istnieć naprawdę. Lewą ręką przetarł spocone czoło, po czym westchnął głęboko.
- Przywieźli świeży towar - powiedział, przyglądając się jej nadmiernie obfitym piersiom.
- Wiem... słonko - wypięła cyce do przodu, aby mógł lepiej zobaczyć, jakim arsenałem dysponuje - Ja też jej szukam, ale nigdzie jej nie ma... - szepnęła bez sensu.
Jej chuć wzrastała z każdą minutą, a cipka topiła się w wilgoci.
- Marek... - szepnęła - Masz na imię Marek, prawda?
Przecież to było oczywiste, a jednak Lena zapytała go o imię.
- Nie rozumiem - przyglądnął się jej badawczo - Dobrze pani wie, jak mam na imię, więc dlaczego pani o to pyta?
Otrzepała się, jak zmoczony pies. Oblizała lekko wargi i wysunęła język do przodu.
- Chciałabym ci coś pokazać... - zaczęła niepewnie - Może przejdziemy do kantorka?
- Po co?
- Tamte papiery... - wskazała bezwiednie ręką.
- Dobrze - przerwał jej, wyczuwając dziwne napięcie - Chodźmy...
Puścił ją przodem, przy okazji lustrując jej szerokie biodra.
"Ta babka musi mieć wielką cipę" - pomyślał i ruszył za nią w kierunku metalowych drzwi.
Wnętrze było tak samo ciche, jak je zostawiła. Słońce mocno przygrzewało przez niewielkie, zakratowane okno. Gdy tylko oboje znaleźli się w środku, kobieta zamknęła szybko drzwi, jakby bała się, że młodzik jej ucieknie.
- Więc? - zapytał cicho - Jakie papiery?
- Tamte... - wskazała na zawalone fakturami biurko - Mógłbyś popatrzeć na nie..?
- Jestem od fizycznej roboty, pani Leno - pokręcił z niedowierzaniem głowa - Ja się na tym nie znam...
- To nic - szepnęła, zbliżając się do młodego, prężnego ciała i dotykając jego krocza - Nie musisz się na tym znać. To, czego ja chcę... - wchłonęła jego zapach i ścisnęła jajka - Na tym się na pewno znasz... a może nie..?
Cisza pomieszczenia wypełniła się szybkimi, głośnymi oddechami. Lena rozpięła rozporek stojącemu sztywno chłopakowi i sięgnęła po nabrzmiałego już kutasa.
- Nie wiem, czy powinniśmy... - zadyszał jej w kark.
- Spokojnie - odpowiedziała takim samym tonem - Wszystkim się zajmę...
Fiut Marka sterczał w górę, kiedy Lena poruszała szybko skórą. Czuła szał podniecenia w jego młodym ciele i to podniecenie zalało jej umysł, doprowadzając do całkowitej utraty samokontroli.
Trzymając wciąż kutasa w dłoni, usiadła na drewnianym stołku. Objęła go obiema dłońmi i zbliżyła do ust. Marek jęknął, kiedy kobieta wessała mu główkę fiuta i okręciła go językiem. Pchnął biodrami do przodu. Kutas wpadł w jej usta, a ona ścisnęła go zębami, jednocześnie przytrzymując jego twarde pośladki i dobijając chuja głębiej. Chłopak poruszał szybko tyłkiem, a ona ssała jego fiuta i miętosiła jaja, ciężko dysząc.
W końcu wyciągnął chuja z jej ust i poderwał ją do pozycji stojącej. Potem odwrócił i zgiął, wypinając tyłek kobiety wysoko w górę. Uniósł spódnicę i ciekawie spojrzał na wielki, tłusty zadek pani Leny. Kobieta rękami odchyliła lekko owłosiony rowek, a on wtedy zapakował jej kutasa w dupę. Nie wszedł wiele. Jej obfite pośladki skutecznie broniły dostępu do ciasnej dziurki. Poruszył kilka razy i wyciągnął fiuta. Usadził ją z powrotem na stołku i wepchnął chuja w jej gardło. Jego dłonie chwyciły za rzadkie włosy kobiety i wespół z biodrami dopychały kutasa po samą jego nasadę. Oboje głośno jęczeli, a Lena mlaskała na potęgę, kiedy fiut zalał jej gardło fontanna spermy. Wylizywała go długo i dokładnie, mając nadzieję na jeszcze jeden wzwód.
- Na razie dość... - szepnął młodzieniec - Przyjdę później. Chciałbym poznać twoją cipę.
- Co tylko zechcesz, kochanie - wciągnęła wargami włoski na jądrach młodzieńca - Będę czekać na świeży towar...
Carrie

dodaj komentarz do opowiadania
- opinie o serwisie
- wasze komentarze
- fantazje erotyczne
- erotyczny blog
- najczęściej czytane
- najpopularniejsze
- najnowsze teksty
- część pierwsza
- część druga
- część trzecia
- ostre świństewka