o stronie napisz do nas nasze opowiadania z dziennika Amelii opowiadania głosowe linki





słowa są zbędne you can leave your hat on przelotna znajomość rzeczywiste marzenia zaskakujący świat deszczowy dzień tajemniczy japończyk szalony pomysł wierzba płacząca spotkanie w parku złota plaża gorący dzień świeży towar niesamowity bal drapieżnik i ofiara piąta rocznica ślubu autobus w podróży
Układa nam się dobrze, nie mogę narzekać. Ja mam pracę o której marzyłam, on robi to co zawsze chciał, mój kochany urzędas, hehe. A to bardzo ważne żeby w sferze zawodowej być zadowolonym. Jeśli jest inaczej, wszystkie frustracje dochodzą do głosu w życiu prywatnym. Więc cieszę się z takiego stanu rzeczy... Tylko trochę jest mi przykro, że się widujemy tak rzadko... Czasem się boje, żeby ten wyścig szczurów nie wchłonął naszego związku, tego co budowaliśmy przez tyle czasu. Sama jestem trochę sobie winna... Adam od dłuższego czasu nalega, żebym się do niego wprowadziła, ale ja chyba nie jestem na to gotowa. Dał mi dodatkowe klucze do swojego mieszkania.. Nie powiem, było by miło razem spędzać czas, zasypiać i budzić się obok siebie.. Mamy całkiem udane życie seksualne. Naprawdę! Nasłuchałam się od koleżanek, jak to się ma, kiedy się ze sobą już mieszka. W pierwszym miesiącu dom przeistacza się w jedną wielką sypialnię, później sypialnię przenosi się do jednego pokoju, później z nieustającej ekstazy pozostają tylko ekstatyczne noce, następnie coraz rzadsze 'kontakty seksualne', bo nawet nie można nazywać tego co się dzieje w łóżku uprawianiem miłości, a w ostatnim stadium w zasadzie nie ma się już na siebie ochoty. Dlatego właśnie nie chcę z nim mieszkać. Szczerze powiedziawszy, nie zrobiłam nigdy użytku z kluczy do jego domu, a wiem że tak bardzo by tego chciał, zobaczyć mnie któregoś dnia z wielką walizką majstrującą kluczem przy zamku, po otwarciu drzwi krzyczącą "Niespodzianka!".
Za dwa tygodnie są urodziny Adama, a ja ciągle nie mam nic dla niego... Było już tyle rocznic, urodzin, gwiazdek i innych okazji, że moje pomysły na prezenty się wyczerpały... A czas biegnie jak oszalały, dwa tygodnie to nie jest dużo, żeby coś zorganizować, tym bardziej że najwięcej czasu zżera ten nowy projekt w pracy, ehhh! Racja, projekt, zastanowię się nad prezentem jutro, nie mam zamiaru siedzieć nad tym projektem do 3 w nocy.
No i wiedziałam, że tak będzie. Jutro jest środa, data która miałam zaznaczoną w kalendarzu od tej samej daty dokładnie rok temu! Urodziny Adama! Jasna cholera! Chyba spędzę resztę dnia w centrum handlowym na poszukiwaniach jakiegoś banalnego prezentu. Ale jestem na siebie zła!

Cholera, mam niewiele czasu. Plan jest taki: jadę szybko do domu, zrzucam marynarkę, biorę prysznic, przebieram się, zjem coś.. nie nie będę nic jadł bo nie zdążę, zjemy coś w tej restauracji, w której się umówiliśmy. Ania mnie prosiła, żebym się nie spóźnił. Trzydzieste trzecie urodziny, zaraz będę pod czterdziestkę, ehh.
Cały spięty i w nerwach, żeby zdążyć na umówione spotkanie, z impetem zamknąłem za sobą drzwi swojego mieszkania. Rolety były spuszczone, a wydawało mi się, że je podnosiłem rano do góry, nie lubię wchodzić do ciemnego mieszkania. Włączyłem lampę, ale lampa nie zapaliła się jak zwykle, tylko rozbłysła czerwonym światłem...
Oczom moim ukazał się widok niezwykły. Ania siedziała na moim biurku, miała na sobie męski garnitur, a jej długie włosy upchnięte były pod czarnym kapeluszem... huh... Wzięła do ręki pilot do stereo i włączyła muzykę. To był Joe Cocker "You can leave your hat on". Poczułem się niemal jak Mickey Rourke w "Dziewięć i pół tygodnia", hehe. Zaczęła się zmysłowo kołysać w rytm ociekających seksem tonów płynących z głośnika. W ustach miała odpalone cygaro. Cygaro?!? Nie lubiła nawet kiedy palę przy niej papierosa. Nie powiem, obrazek ten był całkiem... podniecający. Chwyciła mnie za krawat i przyciągnęła do siebie, cały czas kołysząc biodrami, niby tańcząc, niby uwodząc.. Zdjęła kapelusz, spod którego wysypały się złote loki. Potrząsnęła głową, nie wiem, czy aby je uporządkować, czy też może bardziej zmierzwić. Wow! Byłem prawie mokry z wrażenia, aż bałem się pomyśleć, co będzie dalej.. Zdjęła moją marynarkę, niemal zdarła koszulę. Usiadła na skraju biurka i oplotła mnie w pasie nogami. Przyciągała wolno... Kiedy byłem już strasznie blisko, przyciągnęła moją twarz do swojej. Chciałem ją pocałować, ale mi nie pozwoliła. Zaczęła lizać moją szyję. Chciałem zdjąć jej marynarkę, ale odepchnęła mnie. Zaczęła się sama rozbierać, wydawało się jakby robiła to od zawsze, jej gesty były tak erotyczne, że moim ciałem wstrząsały dreszcze... Stała teraz przede mną już bez ubrania, tylko w bieliźnie... Zawsze uważałem, że moja dziewczyna jest sexy, ale dziś przeszła samą siebie. Podeszła do mnie, jednym ruchem wyjęła pasek z moich spodni, rozpięła rozporek. Dotknęła mnie, uhhhh... byłem już gotowy! Zsunęła spodnie i bokserki, które pałętały mi się w kolanach... Czułem się przez to jak jakaś niedorajda, ona taka boska, taka seksowna, a ja ze spuszczonymi do kolan spodniami, hehe, ale ok, to był jej scenariusz, czekałem co będzie dalej. Chwyciła stojącego na biurku szampana. Był już otwarty. Przechyliła butelkę nad swoimi otwartymi ustami. Szampan lał się po jej szyi. Miałem ochotę go spić, ale gdy tylko się do niej zbliżałem, odsuwała się... Przechyliła butelkę kolejny raz, tym razem szampan polał się po moim torsie, spływał w dół po brzuchu, po moim przygotowanym do działania penisie... Odłożyła butelkę i zaczęła zlizywać ze mnie szampana, robiła to bardzo delikatnie, aczkolwiek jej język pracował szybciutko... Zaczęła od mojej szyi, dalej powiodła swój język w kierunku moich sutków, dalej brzuch... musiała przyklęknąć żeby dobrać się do mojego krocza. Czułem jej ciepły język oplatający moją męskość. Nagle wzięła mnie do ust. Otworzyłem oczy , zobaczyłem ją klęczącą w tej seksownej bieliźnie, ssącą mojego kutasa... byłem gotowy wystrzelić jej w twarz. I z tą myślą poczułem się nagle jak nastolatek, a nie dorosły facet. Ale ona doskonale mnie znała i widziała co się święci. Przestała zajmować się moim przyrodzeniem i zaczęła lizać moje uda. Schylając się coraz niżej i wypinając swoją zgrabną pupę wyglądała jak dzika kotka... Nagle wstała i podeszła do biurka. Zsunęła lekko swoje figi dając mi znać, żebym zdjął je do końca. Usiadła na biurku, na samym skraju, rozchyliła nogi. Widziałem, że ona jest równie rozpalona jak ja, że czeka na mnie. Stanąłem więc pomiędzy jej zgrabnymi udami, które teraz były tak podniecające, jak nigdy dotąd, ukryte pod czarnymi pończochami... Wszedłem w nią, miałem rację, była tak samo podniecona jak ja. Najpierw obejmowała moją szyję, szepcząc mi do ucha, potem przyciągnęła moją twarz do swoich piersi. Wyswobodziłem je z czarnego, koronkowego stanika. Zacząłem je pieścić, kąsać, całować, ssać. Nagle odchyliła się, leżała teraz na biurku, widziałem ją całą, mojego penisa raz po raz znikającego w niej, jej falujące piersi, jej twarz, słyszałem jak szepcze "Bierz mnie skarbie, jestem Twoja". Nagle zarzuciła nogi na moją szyję, uhhhhhhh! Szczytowałem, ale nie było jak zawsze. Tym razem orgazm był jak gdyby silniejszy, dłuższy, przyjemniejszy... Nie chciałem z niej wychodzić. Zsunęliśmy się z biurka na podłogę. Zdarłem koc z kanapy i okryłem nas. Objąłem ją mocno.. to było wspaniałe. Zasnęliśmy zmęczeni.
Minęła chyba godzina. Przebudziłem się. Ania też otworzyła oczy. "To najlepszy prezent kochanie jaki kiedykolwiek mi dałaś kwiatuszku. Coś na prawdę niesamowitego. Zapamiętam to na długie lata, hehe." Uśmiechnęła się zadowolona z siebie. Przytuliła strasznie mocno. "Mój ty urzędasku kochany... cieszę się, że Ci się podobało, ale to nie był mój prezent. Prezent leży w sypialni na łóżku." Wszedłem do sypialni. Na łóżku leżała wielka walizka a obok druga mniejsza, wypakowane po brzegi Ani rzeczami... Byłem szczęśliwy.
arthenia

dodaj komentarz do opowiadania
- opinie o serwisie
- wasze komentarze
- fantazje erotyczne
- erotyczny blog
- najczęściej czytane
- najpopularniejsze
- najnowsze teksty
- część pierwsza
- część druga
- część trzecia
- ostre świństewka