


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Układa nam się dobrze, nie mogę narzekać. Ja mam pracę o której marzyłam, on robi to co
zawsze chciał, mój kochany urzędas, hehe. A to bardzo ważne żeby w sferze zawodowej być zadowolonym.
Jeśli jest inaczej, wszystkie frustracje dochodzą do głosu w życiu prywatnym. Więc cieszę się z takiego
stanu rzeczy... Tylko trochę jest mi przykro, że się widujemy tak rzadko... Czasem się boje, żeby ten
wyścig szczurów nie wchłonął naszego związku, tego co budowaliśmy przez tyle czasu. Sama jestem trochę
sobie winna... Adam od dłuższego czasu nalega, żebym się do niego wprowadziła, ale ja chyba nie jestem
na to gotowa. Dał mi dodatkowe klucze do swojego mieszkania.. Nie powiem, było by miło razem spędzać
czas, zasypiać i budzić się obok siebie.. Mamy całkiem udane życie seksualne. Naprawdę! Nasłuchałam się
od koleżanek, jak to się ma, kiedy się ze sobą już mieszka. W pierwszym miesiącu dom przeistacza się w
jedną wielką sypialnię, później sypialnię przenosi się do jednego pokoju, później z nieustającej ekstazy
pozostają tylko ekstatyczne noce, następnie coraz rzadsze 'kontakty seksualne', bo nawet nie można
nazywać tego co się dzieje w łóżku uprawianiem miłości, a w ostatnim stadium w zasadzie nie ma się już
na siebie ochoty. Dlatego właśnie nie chcę z nim mieszkać. Szczerze powiedziawszy, nie zrobiłam nigdy
użytku z kluczy do jego domu, a wiem że tak bardzo by tego chciał, zobaczyć mnie któregoś dnia z wielką
walizką majstrującą kluczem przy zamku, po otwarciu drzwi krzyczącą "Niespodzianka!".
Za dwa tygodnie są urodziny Adama, a ja ciągle nie mam nic dla niego... Było już tyle
rocznic, urodzin, gwiazdek i innych okazji, że moje pomysły na prezenty się wyczerpały... A czas biegnie
jak oszalały, dwa tygodnie to nie jest dużo, żeby coś zorganizować, tym bardziej że najwięcej czasu
zżera ten nowy projekt w pracy, ehhh! Racja, projekt, zastanowię się nad prezentem jutro, nie mam
zamiaru siedzieć nad tym projektem do 3 w nocy.
No i wiedziałam, że tak będzie. Jutro jest środa, data która miałam zaznaczoną w kalendarzu
od tej samej daty dokładnie rok temu! Urodziny Adama! Jasna cholera! Chyba spędzę resztę dnia w centrum
handlowym na poszukiwaniach jakiegoś banalnego prezentu. Ale jestem na siebie zła!
Cholera, mam niewiele czasu. Plan jest taki: jadę szybko do domu, zrzucam marynarkę, biorę
prysznic, przebieram się, zjem coś.. nie nie będę nic jadł bo nie zdążę, zjemy coś w tej restauracji, w
której się umówiliśmy. Ania mnie prosiła, żebym się nie spóźnił. Trzydzieste trzecie urodziny, zaraz
będę pod czterdziestkę, ehh.
Cały spięty i w nerwach, żeby zdążyć na umówione spotkanie, z impetem zamknąłem za sobą
drzwi swojego mieszkania. Rolety były spuszczone, a wydawało mi się, że je podnosiłem rano do góry,
nie lubię wchodzić do ciemnego mieszkania. Włączyłem lampę, ale lampa nie zapaliła się jak zwykle,
tylko rozbłysła czerwonym światłem...
Oczom moim ukazał się widok niezwykły. Ania siedziała na moim biurku, miała na sobie
męski garnitur, a jej długie włosy upchnięte były pod czarnym kapeluszem... huh... Wzięła do ręki
pilot do stereo i włączyła muzykę. To był Joe Cocker "You can leave your hat on". Poczułem się niemal
jak Mickey Rourke w "Dziewięć i pół tygodnia", hehe. Zaczęła się zmysłowo kołysać w rytm ociekających
seksem tonów płynących z głośnika. W ustach miała odpalone cygaro. Cygaro?!? Nie lubiła nawet kiedy
palę przy niej papierosa. Nie powiem, obrazek ten był całkiem... podniecający. Chwyciła mnie za krawat
i przyciągnęła do siebie, cały czas kołysząc biodrami, niby tańcząc, niby uwodząc.. Zdjęła kapelusz,
spod którego wysypały się złote loki. Potrząsnęła głową, nie wiem, czy aby je uporządkować, czy też
może bardziej zmierzwić. Wow! Byłem prawie mokry z wrażenia, aż bałem się pomyśleć, co będzie dalej..
Zdjęła moją marynarkę, niemal zdarła koszulę. Usiadła na skraju biurka i oplotła mnie w pasie nogami.
Przyciągała wolno... Kiedy byłem już strasznie blisko, przyciągnęła moją twarz do swojej. Chciałem ją
pocałować, ale mi nie pozwoliła. Zaczęła lizać moją szyję. Chciałem zdjąć jej marynarkę, ale
odepchnęła mnie. Zaczęła się sama rozbierać, wydawało się jakby robiła to od zawsze, jej gesty były
tak erotyczne, że moim ciałem wstrząsały dreszcze... Stała teraz przede mną już bez ubrania, tylko w
bieliźnie... Zawsze uważałem, że moja dziewczyna jest sexy, ale dziś przeszła samą siebie. Podeszła do
mnie, jednym ruchem wyjęła pasek z moich spodni, rozpięła rozporek. Dotknęła mnie, uhhhh... byłem już
gotowy! Zsunęła spodnie i bokserki, które pałętały mi się w kolanach... Czułem się przez to jak jakaś
niedorajda, ona taka boska, taka seksowna, a ja ze spuszczonymi do kolan spodniami, hehe, ale ok, to
był jej scenariusz, czekałem co będzie dalej. Chwyciła stojącego na biurku szampana. Był już otwarty.
Przechyliła butelkę nad swoimi otwartymi ustami. Szampan lał się po jej szyi. Miałem ochotę go spić,
ale gdy tylko się do niej zbliżałem, odsuwała się... Przechyliła butelkę kolejny raz, tym razem
szampan polał się po moim torsie, spływał w dół po brzuchu, po moim przygotowanym do działania
penisie... Odłożyła butelkę i zaczęła zlizywać ze mnie szampana, robiła to bardzo delikatnie,
aczkolwiek jej język pracował szybciutko... Zaczęła od mojej szyi, dalej powiodła swój język w
kierunku moich sutków, dalej brzuch... musiała przyklęknąć żeby dobrać się do mojego krocza. Czułem
jej ciepły język oplatający moją męskość. Nagle wzięła mnie do ust. Otworzyłem oczy , zobaczyłem ją
klęczącą w tej seksownej bieliźnie, ssącą mojego kutasa... byłem gotowy wystrzelić jej w twarz. I z tą
myślą poczułem się nagle jak nastolatek, a nie dorosły facet. Ale ona doskonale mnie znała i widziała co
się święci. Przestała zajmować się moim przyrodzeniem i zaczęła lizać moje uda. Schylając się coraz
niżej i wypinając swoją zgrabną pupę wyglądała jak dzika kotka... Nagle wstała i podeszła do biurka.
Zsunęła lekko swoje figi dając mi znać, żebym zdjął je do końca. Usiadła na biurku, na samym skraju,
rozchyliła nogi. Widziałem, że ona jest równie rozpalona jak ja, że czeka na mnie. Stanąłem więc
pomiędzy jej zgrabnymi udami, które teraz były tak podniecające, jak nigdy dotąd, ukryte pod czarnymi
pończochami... Wszedłem w nią, miałem rację, była tak samo podniecona jak ja. Najpierw obejmowała moją
szyję, szepcząc mi do ucha, potem przyciągnęła moją twarz do swoich piersi. Wyswobodziłem je z czarnego,
koronkowego stanika. Zacząłem je pieścić, kąsać, całować, ssać. Nagle odchyliła się, leżała teraz na
biurku, widziałem ją całą, mojego penisa raz po raz znikającego w niej, jej falujące piersi, jej twarz,
słyszałem jak szepcze "Bierz mnie skarbie, jestem Twoja". Nagle zarzuciła nogi na moją szyję, uhhhhhhh!
Szczytowałem, ale nie było jak zawsze. Tym razem orgazm był jak gdyby silniejszy, dłuższy,
przyjemniejszy... Nie chciałem z niej wychodzić. Zsunęliśmy się z biurka na podłogę. Zdarłem koc z
kanapy i okryłem nas. Objąłem ją mocno.. to było wspaniałe. Zasnęliśmy zmęczeni.
Minęła chyba godzina. Przebudziłem się. Ania też otworzyła oczy. "To najlepszy prezent
kochanie jaki kiedykolwiek mi dałaś kwiatuszku. Coś na prawdę niesamowitego. Zapamiętam to na długie
lata, hehe." Uśmiechnęła się zadowolona z siebie. Przytuliła strasznie mocno. "Mój ty urzędasku
kochany... cieszę się, że Ci się podobało, ale to nie był mój prezent. Prezent leży w sypialni na
łóżku." Wszedłem do sypialni. Na łóżku leżała wielka walizka a obok druga mniejsza, wypakowane po
brzegi Ani rzeczami... Byłem szczęśliwy.
arthenia
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|